Warto zamieszkać, czyli … magiczne wille nałęczowskie – 2

Sobota, 25 stycznia 2020

 

W obrębie parku, tudzież poza nim, przy drogach dążących w różne strony, a nawet wprost wśród lasu stoją wille. Jedne z nich skupiły się w szereg, jak chaty we wsi, inne szukają samotności i odgradzają się od świata gąszczami ogrodów.

„Ludzie bezdomni” Stefan Żeromski

SĄ JESZCZE TAKIE MIEJSCA… PEŁNE SPOKOJU I CZARU…

Camerata of St. Andrew Leonard Friedman George Frederic Handel – Largo from Xerxes my-free-mp3s.com-.mp3

 

Najbardziej charakterystycznymi obiektami architektury Nałęczowa, poza ścisłą zabudową uzdrowiska, są drewniane i murowane wille rozlokowane na terenach wokół parku zdrojowego, na działkach wielkości gwarantującej odpowiednie otoczenie siedzib.
Drewniane wille Nałęczowa reprezentują „styl zakopiański”, nazwany tak ze względu na to, że powstawał w oparciu o formy budownictwa podhalańskiego oraz „styl szwajcarsko – alpejski”, popularny w Polsce na przełomie XIX i XX wieku.
Do Nałęczowa rozpoczynającego karierę uzdrowiska styl szwajcarski dotarł w latach 80-tych XIX stulecia. Zabudowa w latach 1880 -1905 objęła cztery główne ulice – ulicę Lipową, Armatnią Górę, Krakowskie Przedmieście (obecnie Paderewskiego) oraz Nowy Świat (obecnie Poniatowskiego). Większość z powstałych wtedy obiektów to modna ówcześnie, sanatoryjno-uzdrowiskowa architektura szwajcarska.
Wystarczy więc pojechać do Nałęczowa, żeby poczuć się jak w Szwajcarii.

Aleję Lipową z jej willami przedstawiłam Wam już wcześniej,  (TUTAJ). A ponieważ mój pobyt w Nałęczowie to nie tylko zabiegi, ale spacery, spacery i spacery (przepraszam – jeszcze koncerty, ale o tym potem), dlatego w drugiej części tej relacji chciałabym Wam pokazać jeszcze wille w innych rejonach Nałęczowa. Oczywiście, nie będą to wszystkie – bo sama ich wszystkich nie zobaczyłam. Zabrakło czasu…

Dzisiejszy spacer rozpoczniemy od ulicy Armatnia Góra, stanowiącej jedną z głównych osi komunikacyjnych Uzdrowiska oraz Parku, której nazwa wiąże się z końcem XIX wieku (z chwilą jej wytyczenia po powstaniu Zakładu Leczniczego). Przy niej to właśnie pobudowała się wówczas elita: lekarze, szlachta, ziemianie, kupcy polscy i żydowscy.

Ulica Armatnia Góra (północny-zachód) bierze swój początek na skrzyżowaniu z ulicą 1 Maja (wiodącej z północy na południe miasta) i jej przedłużeniem – ulicą Stanisława Augusta Poniatowskiego (północny-wschód).

Na styku Armatniej Góry i ulicy Kolejowej stoi murowany dom Tarkowskich. Mieściły się tu sklepy spożywcze i bławatne. W okresie okupacji był tu punkt kontaktowy organizacji podziemnych. Po II wojnie światowej bywały tu różne biura i sklepy ogrodnicze lub tekstylne.

Następny drewniany dom to willa Borowianka (Armatnia Góra 6). Willa to modrzewiowy parterowy dworek kryty dwuspadowym dachem, z poddaszem w stylu szwajcarskim. Wybudowany został w 1900 roku. Willa posiada trzy werandy z roślinnym i geometrycznym ornamentem. Na szczycie werandy w ścianie frontowej Willi widnieje tabliczka z nazwą „BOROWIANKA”.

Nazwa wilii pochodzi od nazwiska rodowego fundatorki i pierwszej właścicielki, pani Borowińskiej. Z czasem zostaje sprzedana Żydom. Od nich, w 1930 roku, willę nabywa Justyn Bykowski. Potem przechodzi w ręce spadkobierczyni Zofii Spisackiej. Spisacka sprzedaje Borowiankę Zygmuntowi Grabowskiemu, byłemu żołnierzowi i członkowi ruchu oporu, który odsprzedaje ją obecnym właścicielom – rodzinie Targońskich. W 2000 roku willa została generalnie odnowiona.

Obok budynków w stylu szwajcarskim i zakopiańskim, jeszcze inną grupą obiektów stanowią domy jednorodzinne. Niektóre, powstałe w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, wyraźnie odstają formą od uzdrowiskowego klimatu Nałęczowa. Właśnie takim przykładem jest wybudowany obok Borowianki w 1965 roku murowany dom jednopiętrowy księdza S. Sokoła, który powróciwszy z Ameryki pragnął mieszkać w Nałęczowie. Z czasem wyjechał i sprzedał dom Władysławie Przybyszewskiej, która otwarła w nim pensjonat z wyżywieniem. Tutaj spotykali się przy brydżu pracownicy i lekarze nałęczowskiego Uzdrowiska. Po jej śmierci dom sprzedano.

Tuż za skrzyżowaniem z ulicą Struga, w małym parku wznosi się willa Ukraina (Armatnia Góra 10). Została wybudowana w latach 1883-84 przez Henryka Straszyńskiego dla hrabiny Kraszewskiej pochodzącej z Wołynia. Budowla z kamienia, cegły i otynkowana, należy do grupy willi w tzw. stylu włoskim (secesyjnym). Obiekt był kolejno własnością rodzin: Cieciszowskich, Rulikowskich, Jełowieckich, Kisslów, Ordów a od 1993 roku – Ossowskich. Byli to ludzie z kręgu hrabiowskiego i szlachty kresowej.

W okresie międzywojennym funkcjonował jako pensjonat. Odbywały się tutaj słynne bale i wieczorki taneczne. Jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej budynek został okrzyknięty „pierwszorzędnym pensjonatem w Nałęczowie”. W 1939 r. przebywali tu przedstawiciele ambasady angielskiej i amerykańskiej. Po II wojnie światowej został przejęty przez Skarb Państwa. W 1977 r. budynek adaptowano na potrzeby Urzędu Pocztowego i Funduszu Wczasów Pracowniczych. W 1991 r. willę odzyskali spadkobiercy rodziny Ordów, którzy w 1993 roku sprzedali ją Telekomunikacji Polskiej S. A. W roku 1994 została częściowo zniszczona została przez pożar, następnie wyremontowana.

Obecnie nieruchomość pozostaje w rękach prywatnych właścicieli. W 2017 w willi „Ukraina” w Nałęczowie swoją autorską restaurację otworzyła Agnieszka Filiks. Restauracja nazywa się „willa Filiks”.

Tuż obok willi „Ukraina” znajduje się willa Oktawia (Armatnia Góra 12).  W 1880 roku, dyrektor Zakładu Leczniczego, doktor Konrad Chmielewski rozpoczął budowę drewnianej willi, na cześć swojej pasierbicy Oktawii. Obiekt wzniesiono, w modnym wówczas w Nałęczowie, stylu szwajcarskim.

Posiada obszerne werandy, stylowo rzeźbiony szczyt, ornamentowane nadokienniki i balustrady. Pierwotnie dwa piętrowe segmenty łączył parterowy pawilon z werandą. Budynek posiadał wtedy 24 pokoje i 5 kuchni. Obecnie część wschodnia jest rozebrana. W roku 1969 willę wpisano do rejestru zabytków.

 

W głębi, za willą Oktawia, widoczny jest dach willi Olimpia.

Bywał tu Stefan Żeromski. Przy okazji jednej z wizyt poznał Oktawię (wówczas wdowę po Sybiraku, Henryku Rodkiewiczu) z którą ożenił się, a następnie zamieszkał w willi w latach 1905-1908. Willa stała się wówczas miejscem spotkań postępowej inteligencji. Odbywały się tu m. in. kursy dokształcające dla młodzieży i wykłady Uniwersytetu Ludowego oraz zajęcia dla analfabetów. Na parterze willi działała ochronka prowadzona przez Oktawię Żeromską. Po śmierci jej ojczyma, Konrada Chmielewskiego w 1899 roku, willa częściowo pełniła funkcje pensjonatu. Gościli tutaj Zenon Przesmycki, Adolf Nowaczyński, Ignacy Matuszewski, Jan Lemański, Zofia Nałkowska oraz aktorka Wanda Malinowska-Osterwina (żona Juliusza Osterwy).  Po latach budynek odziedziczyła córka Oktawii – Henryka, która wraz z mężem Janem Koszczyc – Witkiewiczem pozostawała jego właścicielką do 1946 r. Następnie willa przeszła w ręce rodziny Klaczyńskich.

Willa Olimpia Pensjonat Emilia Klaczyńska (Armatnia Góra 12/ Żeromskiego 4) mieści się ona na tej samej posesji co willa „Oktawia”. Z jej tarasu i okien rozciąga się widok nie tylko na willę „Oktawia” na tle Parku, ale i na Chatę Żeromskiego.

Idąc dalej, tuż za willą „Oktawia”, napotykamy mały, uroczy domek, a za nim elegancki budynek z lat siedemdziesiątych XX wieku.

To willa Łucja (Armatnia Góra 14). Willa otoczona jest ogrodem i sąsiaduje z uliczką Stefana Żeromskiego.

Właściciele, chcąc zmienić wygląd typowej konstrukcji budynku na bazie PRL-owskiej kostki, długo zmagali się z urzędami, aż wreszcie uzyskali pozwolenie na jego kompleksową przebudowę, którą zakończono pod koniec 2015 roku. Dzięki dobudowanym elementom i nowej elewacji dom zyskał stylową, a jednocześnie bardzo nowoczesną fasadę.

Willę reprezentuje uroczy, mały biały domek – SPokój do Wynajęcia.

Za posesją willi Oktawia w 1905 roku Stefan Żeromski zbudował pracownię, tzw. Chatę, w której dzisiaj mieści się Muzeum poświęcone jego pamięci. Ale o tym miejscu oraz o Kaplicy pod wezwaniem świętego Karola Boromeusza (kościele rektoralnym), opowiem Wam przy innej okazji.

Mijamy więc ulicę Żeromskiego i dochodzimy do jednej z piękniejszych wilii w Nałęczowie. Jest to willa Podgórze (Armatnia Góra 16/ ul. Stefana Żeromskiego 4). Wybudowana została w latach 1882-1885 przez Aleksandra Oskierko – ziemianina litewskiego i Sybiraka. Jest to typowy dla Nałęczowa przykład drewnianej architektury uzdrowiskowej w stylu „szwajcarskim”.

Po śmierci żony Litwina i po jego wyjeździe z Nałęczowa, willa stała się własnością doktora Karola Benniego, wybitnego lekarza i społecznika, przyjaciela wielu artystów i pisarzy.

Za czasów Benniego był tu pensjonat, gdzie mieszkał m.in. Henryk Sienkiewicz (tu pisał „Rodzinę Połanieckich”), a także Jan i Mieczysław Karłowiczowie. W willi odbywały się także czwartkowe spotkania literackie organizowane przez Jadwigę Łuszczewską – Deotymę i sędziwego Antoniego Odyńca (przyjaciela Adama Mickiewicza). To dzięki jego namowom do Nałęczowa zdecydowali się przyjechać Bolesław Prus oraz Henryk Sienkiewicz.

Wdowa po doktorze Bennim – Ludwika Benni sprzedała willę Stanisławowi Truszkowskiemu. Później willa wielokrotnie zmieniała swoich właścicieli by ostatecznie w 1975 roku stać się własnością rodziny Kołdejów.

Willa składa się z 4 różnej wielkości brył połączonych w jedną całość. Najwyższa bryła zwieńczona jest loggią. Trzy dwukondygnacyjne werandy zdobi ornament roślinny. Wysoka podmurówka jest w kolorze białym natomiast pozostała część willi w ciemnym kolorze drewna. Na szczycie dachy widnieje nazwa „Podgórze”. W ogrodzie za willą znajdują się niegdyś używane zabudowania. W 1984 willę wraz z oficyną, ogrodem, ustępem i ogrodzeniem z bramą wpisano do rejestru zabytków.

Mijamy wspomnianą Kaplicę i dochodzimy do posesji gdzie znajduje się willa Widok (Armatnia Góra 22/2), również w stylu szwajcarskim. Wybudowana została po 1880 roku na planie prostokąta i składa się z dwóch dwukondygnacyjnych skrzydeł połączonych werandą. Willę zdobią balkony i rzeźbione szczyty.

 

Willa początkowo należała do Bennich, a w następnych latach była w posiadaniu kolejnych właścicieli. Obecnie stanowi własność miejscowego organisty.

Parę lat temu, szereg willi przy ulicy Armatnia Góra kończyła drewniana willa Osłoda. Wybudowana była w 1897 roku, na wzniesieniu,  niedaleko wejścia do Parku Zdrojowego (Brama Zachodnia) przez rodzinę Tanenbaumów. Przed I wojną światową znajdował się w niej pensjonat dla Żydów z koszernym jedzeniem, a nawet oszklony pawilon jako Bóżnica.

Wybudowana była w stylu szwajcarskim i składa się z trzech kondygnacji: murowanej sutereny oraz drewnianego parteru i piętra. Willa posiadała elementy ozdobne w postaci ornamentów roślinnych i zwierzęcych oraz okazałe nadokienniki.  Na szczycie willi widniała przepiękna sztukateria przedstawiająca dorodne łabędzie – symbol Nałęczowa.

Willa Osłoda przy ulicy Armatnia Góra w Nałęczowie, 2012 rok.

Po 1944 roku, willę przejęła władza gminy Nałęczów i zasiedliła napływającymi do Nałęczowa rodzinami.

Niestety, „Osłoda” nie podzieliła losu swojej sąsiadki – willi „Widok” należącej do rodziny Bennich, którą odremontowano. Willa „Osłoda” została wyburzona.

Powoli dochodzimy do Bramy Zachodniej Parku Zdrojowego, gdzie ulica Armatnia Góra przechodzi w ulicę Paderewskiego prowadzącą w kierunku Wąwolnicy. Vis a vis dawnej „Batorówki” (gdzie mieści się obecnie nowoczesny ośrodek Hotel Termy Pałacowe-Nałęczowianka, o którym już wcześniej pisałam) znajduje się willa Czekoladka.

Willę wybudowano w 1926 roku, w stylu zakopiańskim. Właścicielem jej był Wacław Trojanowski. W 1945 Barbara Trojanowska sprzedała ją Włodzimierzowi i Stanisławie Pogodzińskim. Obecnie jest własnością Stanisława Kruka.

„Czekoladka to budynek parterowy z poddaszem, osadzony na wysokiej podmurówce. Posiada dwuspadowy dach kryty dawniej gontem a teraz blachą. „Czekoladka” ma trzy balkony, zabudowaną werandę i ganek.

Teraz, jeżeli nie jesteście jeszcze zmęczeni, proponuję z ulicy Paderewskiego skręcić w ulicę Chmielewskiego, gdzie na rogu znajdują się dwa budynki Zgro­madze­nia Sióstr Sług Jezusa (Chmielewskiego 2). W starszym z budynków, który niegdyś należał do rodziny Jasińskich, często bywał Bolesław Prus. Dom w latach późniejszych nabyła rodzina Szumielów.

Zgro­madze­nie żyje według reguły fran­ciszkańskiej, ukry­tym życiem zakon­nym. Założycielem Zgromadzenia był błogosławiony Hon­o­rat Koźmiński a współza­łoży­cielką Eleonora Moty­lowska. Siostry przy­były do Nałęc­zowa w 1962 roku. Pod­jęły pracę przy parafii i otoczyły opieką rodziny, szczegól­nie wielodzietne.

Mijamy Zgromadzenie, by pięknym, lessowym wąwozem dotrzeć do willi Starówka (Chmielewskiego 4).

I tak oto znaleźliśmy się w historycznym miejscu, gdzie obecnie możemy wynająć pokój, lub tylko napić się czegoś zimnego.

Budynek przeznaczony na szkołę, został wzniesiony w 1911 r. według projektu Jana Koszczyc-Witkiewicza. Szkoła powstała z inicjatywy Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, którego prezesem był Karol Benni. Uczniowie Szkoły Rzemiosł Artystycznych nabywali tu umiejętności w zakresie: zabawkarstwa, stolarstwa, koszykarstwa i rzeźbiarstwa. Szkoła cieszyła się dużym uznaniem. Niewątpliwym sukcesem Szkoły Rzeźbiarskiej była wystawa płaskorzeźby w Petersburgu w 1914 roku. Płaskorzeźby wykonane w nałęczowskiej szkole przedstawiały królów polskich i podobizny słynnych Polaków. Cała kolekcja zostałam zakupiona przez Ministerstwo Oświaty dla Wszechrosyjskiego Muzeum w Petersburgu. Prasa rosyjska pisywała w samych superlatywach na temat szkoły w Nałęczowie.

W 1928 roku Zygmunt Chmielewski (syn Konrada – wskrzesiciela nałęczowskiego uzdrowiska), podjął myśl zorganizowania szkoły spółdzielczości rolniczej. Po długich staraniach uzyskał poparcie ze strony Ministerstwa Rolnictwa i w połowie 1929 r. przybył do Nałęczowa, który tak bardzo ukochał. W sierpniu zakupiono gmach Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego i przeprowadzono remont. Szkoła Spółdzielczości Rolniczej jako szkoła państwowa w Nałęczowie została otwarta 2 stycznia 1930 roku. Dyrektorem szkoły został mianowany inżynier chemik Zygmunt Chmielewski. Szkołę prowadził do października 1934 roku, to jest do czasu przejścia na emeryturę. Podczas II wojny światowej organizowano w niej tajne nauczanie i odbywały spotkania literackie.

We wrześniu 1968 roku  w Szkole w Wąwozach zostało otworzone Muzeum Spółdzielczości. Muzeum przestało istnieć 31 sierpnia 2000 roku.

Budynek zbudowany jest na rzucie prostokąta, z białego kamienia i cegły. Posiada cztery kondygnacje nakryte wielospadowym dachem krytym czerwoną dachówką.

Obecnie „Starówka” jest w rękach prywatnych. W 2003 zakupił ją inwestor z Lublina – Jerzy Psiuk. W budynku po spółdzielczości znajduje się pensjonat i restauracja. W połowie roku 2019 obiekt wystawiono do sprzedaży.

Na wysokości „Starówki”, po przeciwnej stronie ulicy, zauważyć można wijące się wśród krzewów śnieguliczki – schodki na pobliskie wzgórze. Jeszcze nie tak dawno można było nimi dojść do miejsca czarownego. Niestety, ekonomia pokazała swoje twarde prawa i Kawiarnia Jaśminowa (Klonowa 7) – bo o niej mowa – od końca 2016 przestała istnieć.

„Jaśminowa” mieściła się w budynku z 1897 roku. Podobno było to miejsce wyjątkowe. Z muzyką Szymanowskiego, najlepszym kajmakiem, tysiącem rodzajów herbat, aromatyczną kawą, czekoladą ze śliwką nałęczowską i wspaniałymi, tradycyjnymi nalewkami z „bukietem”. Miejsce z plenerową galerią sztuki i cudownym, zabytkowym, drewnianym budynkiem w którym przetrwały całe dziesięciolecia wieku minionego. Były tutaj obecne w haftach, serwetach, meblach, obrazach i porcelanie. A wszystko to oplatał wyjątkowy, muzyczny klimat. Tak bardzo żałuję, że nie było mi dane tego zobaczyć, odczuć i posmakować…

Odbywały się tu wernisaże, spotkania autorów, promocja książek, pokazy mody i plenerowe wystawy fotografii, które sponsorowała sama właścicielka – pani Izabella Nowotny. Dlatego ta historia nie miała prawa być kontynuowana, zwłaszcza w czasach, kiedy wszystko opanowała wszechobecna komercja i miałkość.

Ale to nie koniec tej historii – od kwietnia 2017 roku odrestaurowana „Jaśminowa” zmieniła profil – z kawiarni – na dom do wynajęcia dla wszystkich zauroczonych tym miejscem. Być może będzie sprzedana?

Zawracamy na ulicę Paderewskiego by obejrzeć jeszcze zabytkową willę Wołyń (Paderewskiego 5). Willa została wybudowana w latach 1897-1902 dla pochodzącej z Wołynia hrabiny Marii Krasickiej.

Willa jest murowana z drewnianymi elementami dekoracyjnymi. Posiadała herb Rogala. W latach 1905 do 1907 swoja siedzibę miała w niej szkoła „Macierzy”. Do szkoły tej uczęszczała między innymi Ewa Szelburg.
Po śmierci pierwszej właścicielki, willę otrzymuje w spadku wnuczka hrabiny – Janina Maria Prądzyńska. W 1921 roku nowym właścicielem willi staje się Stanisław Cieślak. Po jego śmierci posiadłością zarządza jego żona Janina.

Kolejni właściciele willi „Wołyń” to: Tadeusz Saran i Ignacy Sulikowski, który przeprowadził gruntowny remont i w 1974 roku otworzył Night-Club. Obecnie jest to Dom Przyjęć, w którym odbywają się liczne imprezy okolicznościowe, towarzyskie, wesela, spotkania jubileuszowe i zjazdy. I oczywiście dancingi    😉 .

Ponownie mijamy gruntownie przebudowaną Batorówkę i przez Bramę Zachodnią wchodzimy na teren Parku Zdrojowego, o którym pisałam  (TUTAJ) .

Zostawiamy za sobą Aleję Grabową i Kasztanową, by po drugiej stronie Żelaznej Bramy wstąpić choć na chwilę do restauracji Roko, mieszczącej się w dawnej willi Roma. Willa wybudowana była w 1882 roku i stanowiła własność hrabiego O’Rourke.

Od zachodniej strony willa posiada duży taras wsparty na filarach skierowany w stronę Parku. W 1902 roku od północnej strony dobudowano murowana oficynę, którą w 1947 roku przebudowano. Przez długie lata mieściła się tam restauracja Zdrojowa, obecnie Club Roko.

Opuszczamy ulicę Chopina aby obejrzeć budynek odgrywający niezwykle istotną rolę w układzie przestrzennym miejscowości. Za skrzyżowaniem, przy ulicy Partyzantów, na niewielkim wzniesieniu, znajduje się willa-pałacyk Marzanna.

Willa „Marzanna” była – i jest nadal – jedną z najatrakcyjniejszych, choć zaniedbanych, budowli tego typu w Nałęczowie. Należy do grupy willi w tzw. stylu włoskim, powstałych na terenie uzdrowiska u schyłku XIX i na pocz. XX wieku.

Obiekt został zaprojektowany przez pochodzącego z Litwy inż. Jana Wincentego Siekluckiego, który zainspirowany w czasie podróży po Włoszech architekturą renesansową, postanowił około 1905 roku wybudować na terenie Nałęczowa willę w stylu włoskim.

Willę wzniesiono z cegły ceramicznej i kamienia wapiennego, częściowo otynkowano. Całość złożona jest z kilku prostopadłościennych brył kondygnacyjnych nakrytych płaskimi dachami. Od zachodu znajduje się trójkondygnacyjna wieża mieszcząca klatkę schodową. Od frontu wkomponowana została nazwa MARZANNA i alegoria pór roku.

Dopełnieniem stylu jest dekoracja sgraffitowa na elewacji willi. Może nie tak piękna jak na zamku w Krasiczynie czy na kamienicy Scholza w Legnicy, ale jednak…

Od tyłu, od strony ulicy Głębocznicy, wzdłuż całej posesji rozciąga się mur. Niegdyś budynek od frontu otaczał park, zaś od strony elewacji tylnej – wspaniały sad.

Od 1924 r. willa pełniła funkcję pensjonatu, który przeważnie odwiedzali goście w Warszawy. Przez cały 1941 rok, dół willi zajmowały wojska niemieckie. Niemcy, opuszczając willę, zrabowali wszystkie wartościowe rzeczy. Po II wojnie światowej budynek przez wiele lat nie był remontowany i wiele pomieszczeń uległo zniszczeniu. Najbardziej ucierpiał gabinet Siekluckiego. Pomimo to zachowały się przepiękne boazerie, rzeźbione drzwi i płaskorzeźby oraz sporo pamiątek.

Od roku 1950 w willi, wraz z żoną Aurelią i bratem Romualdem mieszkał Zenon Kononowicz, malarz, rysownik i grafik.

Przez lata budynek pozostawał własnością członków rodziny Sieczkowskich. Od 1954 roku wyłączną właścicielką posiadłości staje się Janina Sieczkowska. Stanowi więc własność prywatną i jako zabytek jest niedostępny.

Widać, że od wielu lat willa nie była remontowana i ulega procesowi zniszczenia. Na szczęście dla „Marzanny”, została wywalczona jej rewitalizacja. Koszty stanowią około 1500000,00 –1700000,00 zł, zaś termin realizacji to 03.2021 –11.2026. Pieniądze na ten cel mają pochodzić z Funduszy UE i środków prywatnych.

Pozostawiamy już willę „Marzannę”, by po przejściu przez ulicę Poniatowskiego, znaleźć się na skwerku z obeliskiem wzniesionym ku czci pamięci zakładników, rozstrzelanych przez hitlerowców dnia 24 października 1942 roku. Stanął w tym miejscu z inicjatywy miejscowych kombatantów w roku 1957. Na upamiętniającej tablicy znajdują się nazwiska pomordowanych dwunastu mieszkańców Nałęczowa i jednego bezimiennego Żyda czeskiego pochodzenia, więźnia obozu pracy w Antopolu.

Pomnik składa się z ułożonych jeden na drugim różnej wielkości obrobionych bloków granitowych. Ostatni blok wieńczy sylwetka orła. Opuszczamy skwerek i udajemy się na ulicę 1 Maja.

Przechodzimy na drugą stronę ulicy, aby być bliżej pięknie odrestaurowanego skweru rozciągającego się aż do Parku Zdrojowego wzdłuż ulicy Chopina.

Ulica 1 Maja (dawniej Józefa Piłsudskiego) to jedna z głównych ulic Uzdrowiska. To przy niej skupiły się nieliczne sklepy, między innymi cukiernia „Pawłowski” z najlepszymi w mieście tradycyjnymi lodami.

Okazuje się, że z Nałęczowa niekoniecznie trzeba jechać nad morze czy do kopalni soli, żeby skorzystać z dobrodziejstw leczniczego, solnego mikroklimatu. Wystarczy wstąpić tutaj:

Jaskinia Solna mieści się w suterenie Hotelu Przepióreczka. Seans w Jaskini Solnej trwa 45 minut i odpowiada 3 dniom pobytu nad morzem podczas pogody sztormowej. A oto oferta:

Mijamy rodzinną Piekarnię „Zubrzyccy MK”. Alfred, dawny pracownik piekarni Krauzego, zasłynął recepturą chleba z pszenżyta. Jego syn Krzysztof, a obecnie także i wnuk Michał dbają, by można było posmakować chleba tradycyjnego, z orkiszem, na zakwasie czy ze śliwką nałęczowską.

Piekarnia cieszy się niezwykłą popularnością wśród klientów tak miejscowych jak i kuracjuszy.

Po przeciwnej stronie ulicy mijamy Willę Alba (1 Maja 11), która posiada doskonałe położenie – w samym centrum Nałęczowa.

Willa „Alba” rozpoczęła swoją działalność w 2007 roku. Mieści się w nowym budynku, którego architektura nawiązuje do klasycznego stylu nałęczowskiego. Oferuje noclegi w pokojach z widokiem na Park Zdrojowy.

Mijamy supermarket Stokrotka i drogerię Rossmann,

budynek Banku Spółdzielczego,

by dotrzeć do miejsca, gdzie po drugiej stronie ulicy znajduje się Miejsko – Gminna Biblioteka Publiczna, mieszcząca się w Nałęczowskim Ośrodku Kultury (ul. Lipowa 6; wejście od ul. 1 Maja). Biblioteka nosi imię Faustyny Morzyckiej. To postać niezwykle barwna. Stanowiła pierwowzór Stasi Bozowskiej – bohaterki noweli „Siłaczka” Stefana Żeromskiego. Była założycielką pierwszej legalnej szkoły w Nałęczowie. Była także konspiratorką. W 1909 roku uczestniczyła nawet w zamachu na generała rosyjskiej żandarmerii Lwa Uthofa. Niestety – nieudanym.

Rokrocznie w maju organizowane są w mieście Faustynalia, czyli tydzień imprez upamiętniających działalność oświatową Morzyckiej, a w setną rocznicę śmierci „nałęczowskiej siłaczki” przy wejściu do biblioteki odsłonięto pamiątkową tablicę.

O jedną posesję dalej znajduje się wybudowana w 1927 roku – willa Gioia (1 Maja 21). Gioia to po włosku – radość!

Willę zaprojektował Franciszek Papieski i Bohdan Kelles-Krauze z Lublina. Miała przypominać rzymską Villę Madama, lecz znacznie od niej odbiega. Mimo to willa „Gioia” stanowi dzieło niepowtarzalne w tym rejonie.

Historię z nią związaną można przeczytać z dwóch marmurowych tablic przytwierdzonych do filarów bramy wejściowej. Chociaż tablice wykonano z wielkim pietyzmem, złocone litery są mało czytelne na błyszczącej powierzchni marmuru.

Tak prawdę mówiąc, to również trudno dojrzeć budynek kryjący się za masywnym, żelaznym ogrodzeniem obsadzonym wysokimi drzewami i krzewami.

W lewym krańcu ogrodzonej posiadłości stał niegdyś dom rodzinny Ewy Szelburg-Zarembiny. Wybudowali go w 1911 roku Antoni i Elżbieta Szelburgowie, rodzice słynnej pisarki Ewy Szelburg Zarembiny . Był niewielki, drewniany, otynkowany gliną. Miał dwuspadowy dach i tylko trzy izby ale za to dwie werandy. Otoczony był sadem z pasieką i często gościł na kartach powieści pani Ewy. Niestety, kiedy po latach runął jego dach, został rozebrany na opał. Ale obecny właściciel – prof. Stanisław Burzyński zachował obrys nieistniejącego domu w podstawie ogrodowej fontanny.

Willę wybudował wybitny lubelski adwokat Wacław Salkowski z żoną Jadwigą z domu Sławęcką. W 1896 roku, na świat przyszła córka, również Jadwiga. Była ich jedynym dzieckiem.

Jadwiga zdobyła wykształcenie na renomowanej pensji Anieli Wareckiej w Warszawie, dzięki czemu biegle władała francuskim, niemieckim i włoskim. Bardzo inteligentna, błyskotliwa i obyta, a do tego jedna z najlepiej ubranych kobiet Europy, zasłynęła jako pierwsza dama korpusu dyplomatycznego świata. Była organizatorką wielu wystaw przekładów literatury polskiej na języki obce, za co została odznaczona przez Akademię Literatury.

Była dwukrotną mężatką. W 1919 roku wyszła za mąż za Stanisława Burhardta ps. Bukackiego, wówczas kapitana, a później generała dywizji Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej Polskiej, z którym miała córkę Joannę. Małżeństwo jednak rozpadło się.

Jej następnym mężem został Józef Beck, wtedy żonaty i w randze podpułkownika. Ze względu na to, że w prawie II Rzeczypospolitej nie istniała instytucja rozwodu, a zawarcie małżeństwa było możliwe wyłącznie w ramach Kościoła, Jadwiga i Józef dokonali konwersji z katolicyzmu na protestantyzm, by móc się pobrać.

Willę „Gioia” Jadwiga otrzymała od Wacława Salkowskiego w posagu, kiedy po rozwodzie z generałem Burhardtem, w 1927 roku, wyszła za mąż za pułkownika Józefa Becka. Państwo Beck spędzali w Nałęczowie urlopy i święta.

Jadwiga Salkowska Beck (primo voto Burhardt), żona ministra spraw zagranicznych zapisała się w historii jako pierwsza dama międzywojennej dyplomacji. Podróżując z mężem po świecie poznała Hitlera, Mussoliniego, brytyjskiego króla. Zawsze przygotowana, doskonale ubrana, oczarowywała swoich rozmówców. Przykuwała uwagę mężczyzn niebanalną urodą i klasą. Przez lata była jedną z najważniejszych celebrytek przedwojennej Polski.

Do września 1939 roku „Gioia” często gościła członków polskiego rządu, przypuszczalnie z Marszałkiem Polski Józefem Piłsudskim włącznie. Ostatni pobyt ministra Becka z żoną miał miejsce na początku września 1939 roku, kiedy to wraz z korpusem dyplomatycznym zatrzymał się w Nałęczowie, skąd przez Lublin i Zaleszczyki wraz z częścią Rządu Prezydenta Mościckiego przedostał się do Rumunii.

Jadwiga i Józef Beck (fot. domena publiczna)

Do kraju nigdy już nie powrócili. W Rumunii minister Beck wraz z żona Jadwigą i córką Jadwigi z pierwszego małżeństwa – Joanną, zostali zatrzymani i internowani w obozie. Po próbie ucieczki, Beck został uwięziony wraz z rodziną i trzymany w ekstremalnych warunkach przez kilka lat. Zachorował wtedy na gruźlicę płuc i gardło. Ściśle pilnowany przez kilkunastu żandarmów nie miał żadnych możliwości leczenia i rekonwalescencji. Zmarł w Bukareszcie w maju 1944 roku.

Po śmierci Józefa Becka w Rumunii w 1944 roku, Janina przeniosła się do Turcji. Następnie pracowała w Czerwonym Krzyżu w Kairze, a później przeniosła się do Rzymu. Po wojnie zamieszkała w Brukseli, a potem w Londynie, gdzie utrzymywała się pracując jako sprzątaczka. Wydała pamiętniki Józefa Becka, pisywała do „Wiadomości Literackich”. Swoje wspomnienia zebrała w książce pt. Kiedy byłam Ekscelencją.
Zmarła w Londynie w roku 1974.

Wojna zakończyła radosny okres willi. Kolejni gospodarze to Gubernator Lubelski Zöner, Generał SS Globacnik i Marszałek Rokosowski. Przejęcie „Gioi” w 1950 roku przez Fundusz Wczasów Pracowniczych dokończyło dewastacji. Nosiła wtedy nazwę „Lublinianka”.

W latach 90-tych, niszczejąca willa została zreprywatyzowana. Od Jerzego Kucharczyka kupił ją w roku 2008 znany lekarz z Lublina mieszkający w Teksasie, twórca metody leczenia nowotworów antyneoplastonami – Stanisław Burzyński. Zamierzał on zbudować w Lublinie zakład farmaceutyczny produkujący specyfiki przeciwko nowotworom oraz towarzyszący mu ośrodek naukowo-badawczy.

W roku 2013, Stanisław i Barbara Burzyńscy zakończyli jej gruntowny remont. Obecni właściciele mają nadzieję, że odnowiona „Gioia” wniesie do Nałęczowa radość i blask włoskiego słońca…

  Villa Madama (fot. domena publiczna)

Oglądaliśmy już wiele willi o bardzo przyjemnych nazwach jak „Raj”, „Osłoda”, „Czekoladka”, czy właśnie „Gioia-Radość”… Ale nie było jeszcze willi która z marszu poprawiałaby nam dobre samopoczucie – a po nazwie należałoby się tego spodziewać!

U zbiegu ulic 1 Maja i Michała Górskiego, w parku-ogrodzie, mieści się willa Uciecha (1 Maja 22).

Wybudowana w latach 1903-1907, według projektu Stanisława Thielego, ówczesnego administratora Zakładu. Właścicielami willi kolejno byli Zofia ze Służewskich-Filipowicz, Wolscy, Berezowscy, Miłosie.

Przedwojenny budynek ma bogatą historię. Wiosną 1955 roku w willi Uciecha przebywał pierwszy prezydent PRL – Bolesława Bierut. Niektórzy po tej wizycie willę zaczęli nazywać – „Bierutówka”.

Aż nastały dobre czasy dla „Uciechy”, kiedy to willę od Uzdrowiska Nałęczów wydzierżawiła Magda Gessler, znana kreatorka smaków i wnętrz. Willa została całkowicie odnowiona.

25 czerwca 2005 roku odbyło się uroczyste otwarcie Pensjonatu Magdy Gessler i Kliniki La Face dr Waldemara Kozerawskiego.

Stylowa willa, pełna kwiatów, w otoczeniu nałęczowskiego parku, zapraszała nie tylko do wypoczynku w pensjonacie z dobrą kuchnią ale i do kliniki medycyny estetycznej gdzie oferowane były nieinwazyjne metody odmładzania twarzy i szyi.

Tak wyglądała w latach swej świetności:

Wikimedia Commons, autor Nutaj

Willa, za sprawą Magdy Gessler wyróżniała się niepowtarzalnym oryginalnym wystrojem i domową kuchnią. Uciecha była barwna, jak barwna jest sama Magda Gessler.

Na gości czekały pokoje, posiadające ciekawą aranżację. Ciepłe wnętrze, a w nim koronki, kwiaty i zioła. Każdy pokój był inny i jedyny w swoim rodzaju. Goście mieli do dyspozycji pokoiki o urzekających nazwach: „Nasturcje”, „Błękitne Powoje”, „Zielone Winogrona”, „Groszki i Róże”, „Irysy, „Fiołki”, „Kaczeńce” oraz „Dzika Róża”.

Pastelowe kolory ścian, drewniane meble, białe płócienne zasłony i mnóstwo świeżych, pachnących kwiatów, tworzyły niezwykłą atmosferę. A do tego olbrzymie łóżka z baldachimem i mnóstwem poduszek.

I tarasy – idealne na leniwe, poobiednie popołudnia. Można cofnąć się było do czasów dwudziestolecia międzywojennego…

I wszystko by było bajecznie piękne, gdyby nie fakt, że pani Gessler w swoim roztargnieniu zapomniała uregulować czynsz za zaległe 4 lata dzierżawy budynku…

Nieruchomość jeszcze do niedawna stanowiła własność Zakładu Leczniczego „Uzdrowisko Nałęczów” S.A. Pod koniec roku 2017 willa została sprzedana. Nowym właścicielem przeszło stuletniego budynku o charakterystycznej różowej elewacji, została warszawska spółka KDW Family Real Estate. Kwota za jaką willę sprzedano została objęta tajemnica handlową przez obie strony transakcji. Decyzja zarządu o sprzedaży nieruchomości była spowodowana faktem, iż do tej pory willa nie była wykorzystana pod kątem zabiegów, rehabilitacji czy bazy hotelowej Uzdrowiska. Pozyskane środki mają być przeznaczone na inwestycje w infrastrukturę uzdrowiskową.

A tak willa „Uciecha” prezentowała się na początku sierpnia 2019 roku.

Budynek wzniesiony jest na planie zbliżonym do kwadratu, murowany z cegły i kamienia. Dawniej otynkowany. Od południowej i wschodniej strony posiada czterofilarowe portyki.

Nowy właściciel zapewnia, że zostanie zachowany historyczny, zabytkowy charakter obiektu, a jego nowe przeznaczenie będzie z tym charakterem korelowało.

Zostawiamy za sobą remontowaną „Uciechę” (która nie dostarczyła nam jakichkolwiek uciech), bo tuż za ogrodzeniem posesji czekają nas następne ciekawe obiekty. Zwłaszcza, że jeden z nich zapewni nam, być może – ucztę dla ducha, a już na pewno – ucztę dla ciała.

Wewnętrzną uliczką wchodzimy na podwórzec, gdzie znajduje się Dom Rekolekcyjno-Formacyjny „Promień” (1 maja 24) prowadzony przez Siostry Służki Najświętszej Marii Panny Niepokalanej.

Siostry przybyły do Nałęczowa w 1922 roku. Budynek w 1998 roku poświęcił metropolita lubelski ksiądz Arcybiskup Józef Życiński. Znajduje się w nim kaplica pod wezwaniem Bożej Opaczności, z której korzystają mieszkańcy i kuracjusze.

Kaplica w nałęczowskim domu Sióstr Służek, szczyci się posiadaniem relikwii błogosławionego Honorata Koźmińskiego, wybitnego kapłana, spowiednika, wielkiego patrioty, reformatora życia społecznego i religijnego w Polsce na przełomie XIX i XX w., założyciela wielu rodzin zakonnych, w tym Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej. Kaplica Opatrzności Bożej posiada także relikwie świętej siostry Faustyny Kowalskiej, apostołki Bożego Miłosierdzia.

Zgromadzenie to założył w 1878 r. błogosławiony ojciec Honorat Koźmiński (1829-1916), kapucyn. Inspiracją do założenia Zgromadzenia stały się dla ojca Honorata objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie na Warmii, znajdującej się wtedy pod zaborem pruskim – poddanym intensywnej germanizacji. Ze względu na trwające prześladowanie Kościoła katolickiego i życia zakonnego, po powstaniu styczniowym siostry nie ujawniały swojej przynależności do Zgromadzenia. Nie nosiły habitu, nie miały klasztoru, prowadziły życie ukryte na wzór Świętej Rodziny z Nazaretu. Głównym zadaniem sióstr było ciche apostolstwo domowe, poprzez dobry przykład i dawanie świadectwa życia prawdziwie chrześcijańskiego.

Obecnie Zgromadzenie jako niehabitowa wspólnota życia zakonnego pracuje nie tylko w Polsce, ale także na Litwie, Łotwie, we Francji, w Stanach Zjednoczonych i Afryce.

Z czasem, odpowiadając na potrzeby Kościoła, siostry zaczęły prowadzić różne dzieła apostolskie: gospody chrześcijańskie, herbaciarnie, domy dziecka, szkoły, przedszkola, objęły katechizację oraz prace w różnych zawodach pozwalające im być zaczynem ewang­­­elicznym w różnych środowiskach.

I dlatego też tutaj, w wyremontowanych po pralni pomieszczeniach Domu Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny, od maja 2014 roku istnieje „Kawiarenka Misyjna – wspieraj misje w Afryce”.

Jest to miejsce, które dzięki niepowtarzalnym pamiątkom ofiarowanym przez Siostry Misjonarki pracujące w Rwandzie i Kongo (i sierpniowej, wysokiej temperaturze na zewnątrz), przenosi nas w gorący, afrykański klimat.

Specjalnością kawiarenki są: charakterystyczna rwandyjska herbata, aromatyczna kawa oraz pyszne domowe ciasta i desery. Zapłata w formie „co łaska”, oczywiście w adekwatnej do zamówienie wysokości.

Wierzcie mi – serwowana przez Siostrę herbata rwandyjska była naprawdę dobra, zwłaszcza po herbacie sanatoryjnej  🙂 . Również orzeźwiająca lemoniada z listkami mięty!

Dom „Promień” jest od wielu lat miejscem licznych rekolekcji oraz spotkań formacyjnych. W okresach w których nie ma w Domu rekolekcji, Siostry bardzo chętnie widzą spokojnych kuracjuszy.

Kaplica, wygodne pokoje, piękny ogród na malowniczym wzniesieniu nad rzeką Bystrą z alejami spacerowymi, altankami i ławkami – wszystko to stwarza bardzo dobre warunki do wyciszenia, skupienia, modlitwy i wypoczynku.

W drodze powrotnej mijamy przepiękną Willę Samoniówkę (1 Maja 26), która od podwórka graniczy z posesją Domu Rekolekcyjno-Formacyjnego.

Willa „Samoniówka” to murowany dworek z przełomu XIX i XX wieku, który został gruntownie odremontowany i dodatkowo rozbudowany. Otoczony jest dużym ogrodem, który podobnie jak ogród Sióstr Służek, malowniczo rozciąga się na wzniesieniu.

Początki dziejów „Samoniówki” sięgają pierwszych lat XX wieku. Południowy stok Nałęczowa należał wtedy do Michała Górskiego.

Parcelacja gruntów nastąpiła w 1908 roku. 22 września 1908 roku Aleksander Bobrzyk kupił działkę po prawej stronie polnej drogi prowadzącej na Charz B (288 prętów) od Górskiego za 772 ruble. Bobrzyk z zawodu był stolarzem w Zakładzie Leczniczym w Nałęczowie a z zamiłowania – pszczelarzem. Działał społecznie między innymi w Towarzystwie Przyjaciół Nałęczowa. Niezwykle barwną osobą była jego żona – Maria Bobrzyk z domu Szelburg, ciotka Ewy Szelburg-Zarębiny. Maria została wysłana przez Zakład Leczniczy w Nałęczowie na kurs akuszerski do Warszawy i w ten sposób została pierwszą dyplomowaną akuszerką w powiecie nowoaleksandryjskim (puławskim).

Około 1910 roku, na wzgórzu, powstał dom murowany z miejscowego kamienia, otynkowany, kryty papą, z drewnianym gankiem i balkonem. W tym samym czasie powstał również Domek Pszczeli oraz zabudowania gospodarskie. W ogrodzie pojawiły się drzewa owocowe oraz około 100 uli. Przed dom zajeżdżało się od strony wschodniej przez drewnianą bramę, nad którą widniał napis: „Akuszerka”.

Dom został opisany jako nieruchomość w Nałęczowie Zdroju pod nazwą „Willa Nałęczów nr 82”. Wzgórze o dość ostrych zboczach otrzymało od miejscowej ludności nazwę Bobrzykowa Góra.

21 kwietnia 1933 roku zmarł Aleksander Bobrzyk. Wtedy to z owdowiałą matką (Marią z Szelburgów Bobrzykową) zamieszkała w domu jej córka Viktoria razem ze swoim mężem Marianem Pawłowskim. Marian, przez wiele lat pełnił funkcję sołtysa Nałęczowa, oraz przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Nałęczowa. W tym czasie dom nazywany był „Sołtysówką” i przeżył swój pierwszy poważniejszy remont. Zmieniono pokrycie dachu: papę zastąpiono kwadratowymi płytkami z azbestu, wymurowano filary na ganku przed domem dodając żelazne balustrady. Już w tamtym czasie właściciele częściowo wynajmowali pomieszczenia na stancje.

Obniżona ulica i wejście od frontu willi

W okresie przedwojennym zmieniło się również obejście przed domem za sprawą budowy brukowanej drogi prowadzącej od miasta do wsi Charz B, którą wkopano w głąb góry zmieniając jej stromiznę. Powstały wąwóz uniemożliwiał wjazd na posesję od strony ulicy, stąd parking znajduje się od strony północnej w sąsiedztwie Domu Rekolekcyjno-Formacyjnego.

„Samoniówka” od strony parkingu

W 1954 roku właścicielami 3/4 domu zostali Henryk i Helena z Piwnickich Siczek, a Maria Viktoria Bobrzyk zrezygnowała z przysługującego jej po mężu Aleksandrze dożywocia. Pozostałą ¼ część domu miała w posiadaniu Anna Teresa z Pawłowskich Wielgus.

27 marca1968 roku Helena i Henryk Siczek sprzedali dom w imieniu swoim oraz Anny Teresy z Pawłowskich Wielgus na współwłasność po połowie za kwotę łączną 80 000 zł. Henrykowi Józefowi Tarnawskiemu i Helenie Teresie Tracz.
W tym czasie dom podupadł. Józef Tarnawski przyjeżdżał tu tylko na wakacje mieszkając w jedynym nadającym się do zamieszkania pokoju z balkonem na poddaszu.

„Samoniówka” – widok od strony ulicy

W tym też czasie Nałęczów uzyskał prawa miejskie. W ramach socjalistycznego rozmachu powstały plany rozbudowy miasta i Uzdrowiska Nałęczów. Zaplanowano zamianę południowego stoku w park zdrojowy oraz budowę sanatorium kombatantów i inwalidów wojennych. Dom upatrzył sobie jeden z dygnitarzy partyjnych z Lublina jako domek na letnisko…
Tarnawski obawiając się straty majątku, wystawił dom na sprzedaż. 24 kwietnia 1971 roku działkę wraz z domem kupił Zbysław Jan Samoń i jego żona Irena z domu Leśniak, za kwotę 90 000 zł. Kultywując tradycję – oboje byli pracownikami Państwowego Przedsiębiorstwa Uzdrowisko Nałęczów w Nałęczowie, a Zbysław Samoń również był zapalonym pszczelarzem…

Nowi właściciele rozpoczęli batalię o utrzymanie własności. Irena Samoń pisała liczne odwołania do Wojewódzkiej Rady Narodowej, Komitetu Centralnego Partii, posłów – np. prof. Kuźniewskiej – twórczyni neurochirurgii lubelskiej, odwołując się od odgórnych decyzji wywłaszczeniowych. Działania te zakończyły się powodzeniem. W 1973 roku wywłaszczono właścicieli z sąsiedztwa, natomiast dzięki odwołaniom, sprawa własności przyszłej Samoniówki przeciągnęła się do lat osiemdziesiątych, kiedy to wycofano się z pomysłów rozbudowy parku na tym terenie.

Małżeństwo Samoniów wyremontowało budynek likwidując piece kaflowe, zakładając centralne ogrzewanie, kanalizację, wodę, doprowadzając gaz, telefon. Rodzina kontynuowała również wcześniejszą działalność poprzednich właścicieli domu – letni wynajem pokoi.
15 lica 1998 roku małżeństwo Samoniów przekazało nieruchomość swojemu synowi Radosławowi Antoniemu Samoń-Drzewickiemu. Nowi właściciele Radosław i Monika Samoń-Drzewiccy przeprowadzili w 2000 roku gruntowny remont z rozbudową domu dostosowując go do obowiązującego standardu dla pokoi do wynajęcia.

„Willa Nałęczowska nr 82”, zmieniła nazwę na „Samoniówka”.

Powodzenie „Samoniówki” oraz pojawienie się kolejnych dzieci w rodzinie Samoń-Drzewickich wymusiły w 2011 roku kolejną – poważną rozbudowę domu, w wyniku której dom przybrał obecny kształt. Obie rozbudowy, wykonane pod nadzorem konserwatorskim były utrzymane w duchu nałęczowskiej architektury uzdrowiskowej okresu międzywojennego. Zachowano między innymi oryginalny kształt sztukaterii, wielkości i podziały otworów okiennych.

Wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec zmian w Samoniówce, bowiem Lokalny Program Rewitalizacji dla Gminy Nałęczów na lata 2019-2023 zakłada budowę ogrodu sensorycznego, opartego na zasadach hortiterapii, którego celem jest pobudzenie zmysłów oraz poprawa zdrowia i integracja odwiedzających go osób oraz budowę domków wykutych w skale, inspirowanych Hobbitonami z powieści I. R. R. Tolkiena. Przewidywane koszty to łącznie 850000,00 zł, a źródłem finansowania będą Fundusze UE oraz środki własne.

Pomysł, muszę przyznać – bardzo interesujący i na czasie! Trzymam kciuki za powodzenie realizacji projektu 🙂 .

Wiele ogrodów i drewnianych willi już nie istnieje. Stało się tak z opisywaną wcześniej willą „Osłoda” i ze wspominaną willą „Gwizdanówka”, która spłonęła w marcu 2000 roku a resztka ruin po niej zniknęły ostatecznie w maju 2004.

Willa „Gwizdanówka” – stan z 1999 roku

Dlatego kończąc nasz spacer, czuję się w obowiązku pokazać Wam jeszcze jedno, bardzo ważne miejsce, bowiem jest to dom ostatniego właściciela Nałęczowa – samego Michała Górskiego. Piszę o nim dlatego, że jeżeli będziecie czytać ten wpis za jakiś czas – dom ten, wzorem willi powyżej – już nie będzie istniał. Pozostaną po nim tylko historyczne zapiski i wspomnienia przewodników pokazujących wybudowane w tym miejscu nowoczesne hotele lub kliniki (najprawdopodobniej medycyny estetycznej!).

Zawracamy do skrzyżowanie ulicy 1 Maja z ulicą Michała Górskiego, gdzie pomiędzy Kardiologicznym Szpitalem Uzdrowiskowym a Szpitalem Kardiologii Inwazyjnej stoi Dwór Górskich (Michała Górskiego 7), a właściwie jego ruina.

Budynek powstał – jak sądzić należy – przed 1814 rokiem, jako jeden z budynków folwarcznych, z przeznaczeniem na gorzelnię i browar.

W roku 1880 stał się własnością inżyniera Michała Górskiego, udziałowca Zakładu Leczniczego oraz ostatniego właściciela Nałęczowa, a także wielu nieruchomości w jego okolicach. Wkrótce Nałęczów stał się najmodniejszym uzdrowiskiem.

W latach 1880 –1881, na murach dawnej gorzelni Małachowskich, inżynier Górski wzniósł monumentalny (jak na tamte czasy), dom mieszkalny w tak zwanym stylu szwajcarskim. Na starym obiekcie, złożonym z kamiennych piwnic i takiegoż parteru, nadbudowano drewniane piętro i poddasza. Dostawione zostały także duże werandy na murowanych filarach. Całość uzyskała amfiladowy układ wnętrz, piętrowy ganek z dwuspadowym dachem i belweder. Wewnątrz znajdowały się wspaniałe pomieszczenia, piękne schody z ażurowymi poręczami i tralkami, mnóstwo było ornamentyki roślinnej. Budynek otaczał park z cienistymi szpalerami drzew.

W taki właśnie sposób inżynier Górski przekształcił dawny folwark, przystosowując go do potrzeb swej dużej ośmioosobowej rodziny i służby. A był on pracodawcą samego Stefana Żeromskiego, mieszkającego u niego w guwernerskim okresie życia – w latach 1890-1892. Tu powstała „Siłaczka”, napisany został „Zmierzch”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwór w tamtych czasach, za przyzwoleniem właściciela, stał się wręcz bezpłatną szkołą ludową nie tylko dla dzieci państwa Górskich, ale i dla pociech innych rodzin ziemiańskich, a nawet służby i włościan. Oprócz przyszłego autora „Przedwiośnia” pracowała tu także Helena Truszkowska i Faustyna Morzycka, która stała się prototypem postaci Stefanii Bozowskiej.

Po śmierci inżyniera Górskiego w 1907 roku, cała posesja została w rękach jego bezpośrednich spadkobierców. Ostatnią właścicielką willi była najstarsza córka Michała Górskiego – Zofia. To ona przekształciła budynek w hotel i wynajmowała pokoje letnikom.

Po II wojnie światowej zaś lokalne władze zasiedliły Dwór Górskich przypadkowymi mieszkańcami, a później mieszkali tu pracownicy P.P. „Uzdrowisko Nałęczów”. Spadkobiercy Górskich sprzedali posiadłość Fundacji Kółek Rolniczych w Nałęczowie.

W tej chwili czasy świetności dwór Górskiego ma już za sobą. W minionych latach podejmowane były prace adaptacyjne, rozbiórkowe. Jednakże brak poważnych remontów i nadmierna eksploatacja spowodowały, że w tej chwili Dwór Górskiego umiera.

Stan budynku jest bardzo zły. To właściwie już ruina, której fundamenty są zawilgocone, a ściany popękane. Widać liczne ubytki w tynku, dziury w stropach i dachu, puste otwory okienne i drzwiowe. Części drewniane są przegniłe, filary ganku odchylone od pionu, a taras zapadnięty. W 1978 willę wraz z ogrodem wpisano do rejestru zabytków województwa lubelskiego i dlatego też wszelkie prace przy nim trzeba prowadzić pod właściwym specjalistycznym nadzorem.

Obecny właściciel a zarazem inwestor to lubelska firma Mieszkania na Sprzedaż „Chrzanowscy” Sp. z o.o., która jest w stałym kontakcie z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków i archeologiem. Celem jest przywrócenie Dworowi Górskich dawnego stanu, ale koszty tych poczynań są ogromne.

Przekleństwem dworu Górskiego jest jego obecne otoczenie. Niestety, na sąsiadujących z dworem Górskiego posesjach powstały wielkie obiekty leczniczo-sanatoryjne. I do tego otoczenia dwór już raczej nie pasuje – stoi, bo chroni go zapis w rejestrze zabytków. Teren, na którym się znajduje, stałby się jeszcze bardziej atrakcyjny inwestycyjnie, gdyby dwór jako obiekt zabytkowy zniknął. Taki los spotkał oficynę, która była na sąsiadującej działce. Przyszłość tego zabytkowego obiektu zależy od prostej kalkulacji biznesowej, czy inwestycja w jego odbudowę będzie opłacalna.

Jeśli szybko nie podejmie się jego odbudowy – pod czujnym okiem konserwatora zabytków, władz gminy, mieszkańców, organizacji pozarządowych i wszystkich innych, którzy jeszcze interesują się jego losem – jeden z symboli Nałęczowa z godnością się zawali.

Stan zachowania obiektu powinien budzić niepokój. Stopień zniszczenia dworu Górskiego nasuwa pytanie – czy ma on jeszcze wartości historyczne, które należy chronić?

W Ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami istnieje jeszcze coś takiego jak – wykreślenie nieruchomości z rejestru zabytków. Zgodnie z art. 13. 1. „Zabytek wpisany do rejestru, który uległ zniszczeniu w stopniu powodującym utratę jego wartości historycznej, artystycznej lub naukowej albo którego wartość będąca podstawą wydania decyzji o wpisie do rejestru nie została potwierdzona w nowych ustaleniach naukowych, zostaje skreślony z rejestru”.

Wtedy zniknąłby „problem” dworu Górskiego. I tak naprawdę o to chyba chodzi…

***
Źródło:   http://www.polskaniezwykla.pl;   https://e-turysta.pl;   https://www.nocowanie.pl;   https://www.naleczow.com.pl;   https://www.dziennikwschodni.pl;   http://promien-naleczow.pl/;   https://www.samoniowka.pl;   https://umnaleczow.bip.lubelskie.pl;   http://naleczowdomy.pl;   https://szlaksmakow.pl;   https://ciekawostkihistoryczne.pl;   http://g.ekspert.infor.pl;  https://www.facebook.com/hellonaleczow;   http://www.budoprojekt.lublin.pl;

Dodaj komentarz