Moja pierwsza grecka przygoda wydarzyła się prawie rok temu, w sierpniu 2025 roku.
W podróż do kraju gdzie życie toczy się siga siga, udaliśmy się z biurem podróży Rainbow, które zorganizowało transport, zakwaterowanie oraz fakultatywne wycieczki z możliwością wykupu na miejscu.
Eleni Strose to stroma sou, Zorba.mp3
I tak, 20 sierpnia, wprost z dwudziestokilkustopniowych polskich temperatur, po krótkim locie liniami lotniczymi Smartwings z Katowic, przybyłam do przeszło trzydziestostopniowych upałów w Salonikach.
Potem jeszcze prawie 3 godzinna podróż po drogach oświetlonych tylko światłami autokaru i przybyliśmy do Kokkino Nero, maleńkiej miejscowości położonej nad Morzem Egejskim, na Wybrzeżu Tesalskim, w Zatoce Termajskiej, około 80 km na południe od największej miejscowości turystycznej na Riwierze Olimpijskiej (region Tesalia) – Paralii Katerinis.
Po północy czasu miejscowego znaleźliśmy się przed bramą ogrodzenia okalającego teren hotelu Kalypso. Wszyscy w budynku już spali, ale przed naszymi drzwiami paliło się światło, a te nie były zamknięte. W taki oto sposób nas oczekiwano 🙂
Rano, na przywitanie, zostaliśmy poczęstowani pyszną kawą przez Iliasa, miłego właściciela nie tylko pensjonatu Kalypso, ale i baru kawowego Kalypso Coffi Kiosk. Ilias trochę zna angielski i pojedyncze polskie słowa, więc nie było problemów z porozumieniem się.
ξενώνας (xenónas) po polsku znaczy dom gościnny. To rodzaj obiektu noclegowego przypominającego mały, kameralny hotel, albo pensjonat (guest house) z rodzinną tradycją. Powstał w 1960 roku i jest prowadzony przez greckie małżeństwo. Nazwa Kalypso nawiązuje do Kalipso, córki Atlasa. Mit o niej jest jednym z najbardziej znanych wątków w Odysei Homera. Opowiada o pięknej nimfie z wyspy Ogigia, która przez siedem lat więziła Odyseusza próbując uczynić go swoim mężem, oferując mu w zamian nieśmiertelność i miłość. Na rozkaz Zeusa jednak uwolniła go, by mógł powrócić do Itaki i swej żony Penelopy.
Taka kafejka przy głównej ulicy wiodącej na plażę i do sklepów, to świetny pomysł. Nie tylko turyści ale i miejscowi chętnie przystają przy barze aby napić się gorącej kawy marki Dimello lub czegoś zimnego, zwłaszcza, że ulubionym greckim śniadaniem jest…kawa i papieros. Woda, soki czy doskonała kawa frappe jest z uśmiechem serwowana przez gościnnego Greka, już oczywiście odpłatnie.
Hotel to jednopiętrowy budynek z kamienia w którym znajdują się niewielkie ale przestronne studia, składające się z pokoju dziennego pełniącego jednocześnie funkcję sypialni dla 2 osób oraz aneksu kuchennego i łazienki. Jeśli ktoś planuje sam gotować, to znajdzie ku temu warunki. Jest lodówka, kuchenka dwupalnikowa, zlew, talerze, sztućce i kubki. Pozwala to na niekrępujące przygotowywanie prostych posiłków. Może trochę mało garnków, trzeba więc poprosić właściciela a na pewno dostarczy.
Pokoje na parterze mają tarasy, a na piętrze ocienione balkony, co w tutejszym klimacie jest wielkim plusem. Nie zachwyciły mnie (mające zapewnić trochę prywatności a przypominające boksy w stajni), drewniane przegrody pomiędzy poszczególnymi mieszkaniami. Powodowały tylko zastój powietrza, co owocowało otwieraniem drzwi i okien na przestrzał.
Natomiast stoliki z krzesłami przed wejściem do środka, wręcz sprzyjały poznawaniu nie tylko sąsiadów zza ściany. Okazało się, że większość z nich to Polacy i tak jak my – amatorzy tej małej lecz uroczej miejscowości.
Można też było nawiązywać krótkie rozmowy przy basenie mieszczącym się tuż za budynkiem, zwłaszcza wieczorem a nawet gdy zapadł zmrok. Kąpiel w ciepłej, podświetlonej wodzie mogła stanowić doskonałe zakończenie każdego pełnego wrażeń dnia.
Basen, mimo że niewielki, jest zupełnie wystarczający na potrzeby mieszkańców. Dookoła parasole, leżaki, krzesła i stoliki są w stanie zadowolić każdą grupę wiekową 🙂
Miłym zaskoczeniem dla mnie była dalsza część podwórka. Tutaj, mimo sierpniowych upałów i panującej suszy, ziemię pokrywała intensywnie zielona trawa wśród której rosły soczyście zielone drzewka cytrusowe. Również platan klonolistny i palmy nie nosiły oznak braku wody. Jedynie grusza czas świetności zieleni miała już za sobą, bo właśnie zaczęła owocować niewielkimi gruszeczkami.
Świetny stan tego niewielkiego ogrodu to niewątpliwie zasługa właściciela obiektu, który cały czas grabił, podkaszał, podlewał i wyławiał nieliczne listki z basenu. Należy to docenić, bowiem Grecy nie lubią się przemęczać.
Calypso nie zapewnia wyżywienia. I tak jest w większości małych hotelików w Kokkino Nero. Ponieważ Grecy lubią wszystko robić na ostatnią chwilę (nawet wstawać), trudno tutaj o przyzwoite śniadanie. Ale nie należy się tym martwić, ponieważ kilkanaście kroków dalej znajduje się piekarnia Red Bakery gdzie można kupić chleb, mini pizze, smaczne obwarzanki z sezamem (koulouria), wypieki z ciasta filo ze szpinakiem i fetą (spanakopita) lub samym serem (tiropita), ciasta fillo wypełnione kremowym nadzieniem (bougatsa), ciasta francuskie na słodko i słono, tarty, torty, desery i lody jak również kawę z ekspresu. I co ważne – można porozumieć się po polsku 🙂
Jest tu też kilka małych, lokalnych sklepików spożywczych (minimarketów) gdzie kupić można prawie wszystko, począwszy od wody, poprzez napoje, wyroby mleczne, wyroby mięsne, trunki, ciastka, materace dmuchane, ręczniki, chemię, wyposażenie kuchni, buty do wody, środki higieny oraz owoce i warzywa.
Istnieje również handel obwoźny w postaci krążącego po głównej ulicy wielkiego dostawczaka wypełnionego przeróżnymi warzywami i owocami oraz małego z rybami. Kierowcy bardzo głośno obwieszczają swój przyjazd zachwalając świeżość towarów nawet po polsku! Jednak na poważniejsze zakupy warto wybrać się do pobliskich większych miast.
Kokkino Nero nie jest kurortem. W rzeczywistości to niewielka osada, ale przyciąga turystów ze względu na ciszę, spokój i brak tłumów na plaży. Jednak w sezonie przyjeżdża tu około tysiąca turystów, bo ma specyficzny, spokojny klimat, idealny na wyjazdy budżetowe. Co ciekawe, większość turystów stanowią Polacy, więc w miejscowych tawernach i sklepikach można znaleźć polskie akcenty.
Leży u podnóża Olimpu (mitologicznej siedziby bogów), rozległego i najwyższego w Grecji masywu górskiego, oddzielającego historyczną Macedonię od Tesalii. Stanowi doskonałą bazę wypadową do zwiedzania gór i okolicznych plaż na własną rękę. Dla spragnionych poznania innych zakątków Grecji, istnieje możliwość wynajęcia samochodu. I właśnie taka mała, rodzinna wypożyczalnia samochodów znajduje się w pobliżu Kalypso, naprzeciw mini marketu.
Własny środek transportu umożliwia wygodny dojazd do innych, pobliskich plaż oraz takich miejsc jak Kanion Kalypso, wioska Karitsa czy oddalona o 35 kilometrów spokojna górska wioska Ambelakia, w której poczuć można smak prawdziwej Hellady. Można też pojechać do Aten, kolebki cywilizacji lub na Olimp z wizytą u Zeusa, ale tutaj doradzałabym wycieczki organizowane przez biuro podróży. Oczywiście będą dużo droższe ale lepiej zorganizowane.
Polecam też wycieczkę do Salonik – perły Północnej Grecji, na magiczną wyspę Skiathos oraz na Meteory aby pobyć między niebem a ziemią, ale to już temat na inne opowieści i inne blogowe wpisy…
Z Grecji surowo zabrania się wywożenia elementów dziedzictwa kulturowego: antyków, fragmentów ceramiki, rzeźb czy kamieni ze stanowisk archeologicznych. Zakazane jest także zabieranie z plaż muszli, koralowców oraz chronionych roślin i zwierząt. Próba wywozu takich przedmiotów grozi wysokimi grzywnami, a nawet odpowiedzialnością karną, dlatego kupując pamiątki z ulicznych stoisk musimy o tym pamiętać.
Najrozsądniej jest trzymać się produktów, których pochodzenie jest jasne: oliwa, wino, lokalne tekstylia (np. ręczniki hammam, obrusy), ceramika współczesna z podpisem pracowni, przyprawy i herbata górska w fabrycznych opakowaniach, kosmetyki na bazie oliwy, rękodzieło z drewna oliwnego oraz repliki z oficjalnych sklepów muzealnych – i wszystko z rachunkiem.
W Kokkino Nero, tak jak i w innych greckich miasteczkach spotykamy się ze sprzedażą uliczną, gdzie obok owoców (zwłaszcza pomarańczy i granatów), oraz miodów, najczęściej można kupić oliwki i dobrą oliwę z oliwek. Oliwki zielone, czarne, czasami delikatnie fioletowe. W zalewie, wędzone, suszone, w oliwie. Drylowane lub nie. Przeróżne!
Świeże oliwki, prosto z drzewa, nie są smaczne i raczej nie nadają się do jedzenia, ponieważ mają wyjątkowo gorzki smak, czasem nawet cierpki. Do tego dość szybko się psują. Aby owoce drzewa oliwnego nadawały się do jedzenia, należy usunąć z nich gorycz i je zakonserwować. Grecy przed konserwacją moczą oliwki w 10% solance (lub morskiej wodzie) od 3 do 5 miesięcy. Dzięki temu procesowi owoce tracą goryczkę. Po tym czasie oliwki poddawane są konserwacji. Jedni pozbawiają je pestki i nadziewają różnymi dodatkami, inni zaś kiszą oliwki w całości.
Na bazie oliwy z oliwek można także nabyć naturalne mydła, często z dodatkami lawendy i tutejszych ziół oraz kremy i balsamy z naturalnych składników z dodatkiem aromatycznych olejków. Oliwa z oliwek sama w sobie lub kosmetyki produkowane przy jej użyciu są świetną pamiątką z greckich wojaży. Przy okazji wspieramy lokalnych producentów, więc to rozwiązanie idealne dla każdego.
Drzewka oliwne rosną prawie przy każdym domu, bo oliwki dla Greków to coś znacznie więcej niż tylko składnik diety – to fundament kultury, symbol długowieczności, świętość oraz podstawa gospodarki. Są uważane za dar bogów, a oliwa z oliwek często określana jest mianem „zielonego” lub „płynnego złota”. Drzewo oliwne od wieków stanowiło miarę bogactwa i podstawę przetrwania dla mieszkańców, a jego gałązki tradycyjnie wykorzystywano do plecenia wieńców olimpijskich.
W tradycji greckiej, gdy rodzi się dziecko w rodzinie, sadzi się drzewo oliwne. Drzewko i dziecko dorastają razem, a kiedy dziecko osiągnie wiek 6 lat, drzewo oliwne wydaje pierwsze owoce. Będzie wzrastać wraz z rodziną, trwając przez wiele przyszłych pokoleń, aby zawsze przypominać ciągłość i ewolucję życia.
Niezwykła jest ziemia, na której rosną drzewa oliwne. Często jest to kiepska ziemia w znaczeniu uprawnym, bo drzewa te rosną na glebach wapiennych, kamienistych. Ale tutaj rosną na charakterystycznych, żyznych glebach czerwonych (terra rossa), które tworzyły się w procesie wietrzenia skał wapiennych. Taka gleba jest bogata w tlenki żelaza i glinu, gliniasta, ale dobrze przepuszczalna.
Warunki glebowe, w połączeniu z gorącym i suchym greckim klimatem, sprawiają, że oliwki są bogate w witaminy, minerały oraz przeciwutleniacze. Okres życia drzewa oliwnego wynosi zwykle od 300 do 600 lat, ale istnieją też drzewa oliwne liczące ponad 1000 i więcej lat. Drzewa oliwne są tak cenne, że na niektórych greckich wyspach dziedziczy się nie ziemię, a właśnie drzewa oliwne.
Kolor oliwek zależy przede wszystkim od stopnia ich dojrzałości w momencie zbioru. Wbrew powszechnemu przekonaniu, zielone i czarne oliwki zazwyczaj pochodzą z tego samego drzewa. Zielone oliwki są zbierane najwcześniej, przed pełną dojrzałością. Są bardziej jędrne, mają trawiasty, gorzkawy smak. Oliwki w kolorze brązowym lub fioletowym to oliwki w fazie dojrzewania, zbierane w połowie sezonu, natomiast czarne oliwki to owoce już w pełni dojrzałe, pozostawione na drzewie najdłużej. Są miękkie, bardziej oleiste i łagodniejsze w smaku. Naturalny proces dojrzewania jest droższy, dlatego często zielone oliwki poddaje się fermentacji i utlenianiu, aby uzyskać jednolicie czarne owoce.
Gleba pod gaje oliwne jest zazwyczaj kamienista i sucha, gliniasta lub piaszczysto-gliniasta, zazwyczaj o odczynie zbliżonym do obojętnego. Charakteryzuje się dobrą przepuszczalnością, jest więc idealna pod uprawę nie tylko oliwek ale i winorośli.
Uprawa winogron w Grecji ma tysiącletnią tradycję, a kraj ten jest jednym z najważniejszych producentów wina w Europie, oferującym unikalne, rodzime szczepy winorośli przeznaczonych do produkcji win czerwonych typu shiraz czy cabernet sauvignon. Uprawa winogron w Grecji to nie tylko przemysł, ale również istotna część kultury i tożsamości greckiej, łącząca starożytne metody z nowoczesną technologią.
Kokkino Nero charakteryzuje się bujną, zieloną roślinnością, nietypową dla innych, suchych rejonów kraju, dzięki licznym źródłom i wilgotnemu klimatowi u podnóża góry Ossa. Występują tu gęste lasy bukowe, olchy i kasztanowce jadalne, drzewa cytrusowe i orzechy włoskie.
Wszystko to zapewnia cień i chłód w czasie największych upałów, a w Grecji każdy kawałek cienia jest na wagę złota.
Wzdłuż wybrzeża można spotkać roślinność śródziemnomorską, w tym opuncje, jukki i agawy. Opuncja to jadalny kaktus którego owoce, zbierane późnym latem, smakują jak słodkie, aromatyczne kiwi. Agawy są bardzo pospolitymi sukulentami w Grecji. Około 300 lat temu zostały sprowadzone z Meksyku i doskonale się zaadaptowały do śródziemnomorskiego klimatu. Kwitną tylko raz w życiu po kilku-kilkunastu latach, wypuszczając wysoką na 2-3 metry łodygę, a następnie zamierają.
Ze względu na małe wymagania wodne i dużą odporność na suszę, najbardziej popularnym elementem krajobrazu i ogrodów są jednak juki. Te rośliny egzotyczne doskonale odnalazły się w greckim klimacie, choć ich naturalnym środowiskiem jest Ameryka Środkowa.
Roślinność w Kokkino Nero jest wyjątkowo bujna, co sprawia, że okolica ta bywa nazywana „zielonym rajem” lub „grecką Kostaryką”. Często spotykaną rośliną w krajobrazie wiejskim a rosnącą obok winnic, są figowce, powszechnie uprawiane w całym kraju. Grecja należy do największych producentów fig w świecie. W Kokkino Nero świeże figi można kupić u handlarza obwoźnego prosto z samochodu. To także najlepsze miejsce na zakup świeżych arbuzów, melonów, winogron, brzoskwiń, nektarynek czy granatów. Grecy wręcz uwielbiają te owoce – dodają je do sałatek, deserów, a nawet do potraw mięsnych. Są symbolem odrodzenia i płodności. Mimo ich popularności, powierzchnia zajmowana w Grecji przez plantacje granatu jest niewielka. Najbardziej soczyste i dojrzałe granaty zbierane są jesienią.
Wizytówką greckiego krajobrazu jest bugenwilla. To cierniste pnącze o intensywnie wybarwionych liściach (kolorowe elementy to podkwiatki, a nie kwiaty właściwe, które są małe), porasta domy, ogrodzenia i balkony. Pochodzi z Ameryki Południowej, ale doskonale odnalazła się w śródziemnomorskim klimacie Grecji, kwitnąc w kolorze różowym, fioletowym lub czerwonym od wiosny do jesieni.
Jedną z pięknych roślin kwitnących tutaj w sierpniu jest strzałkowiec grzechotkowy potocznie nazywany krewetką. Jest to roślina egzotyczna, która w ciepłym, śródziemnomorskim klimacie Grecji czuje się bardzo dobrze, rosnąc jako krzew w gruncie lub w donicach na tarasach. Grecy również chętnie uprawiają kuflika (callistemon), często nazywanego „szczotką do butelek”. Zachwycają się jego jaskrawoczerwonymi kwiatostanami i cytrynowym zapachem liści.
Jednak najbardziej charakterystycznym z krzewów śródziemnomorskich tutaj rosnących jest oleander. Oleandry porastają wiele miejsc niczym wyjątkowo urokliwe krzaczaste chwasty. Są sadzone powszechnie wzdłuż dróg, alejek, promenad spacerowych oraz właściwie w każdym ogrodzie.
Ale nie zrywajmy jego kwiatów. Kwiaty, łodygi, liście, owoce a nawet korzenie – wszystkie części oleandra są trujące. Odmiany ozdobne mają nieco niższą zawartość toksyn niż odmiany dzikie, należy jednak obchodzić się z nimi ostrożnie. Nawet dym z palonego oleandra jest trujący. Nie ruszają więc go nawet wybitnie niewybredne kozy 😉
Na mapie świata nie ma drugiego miejsca z taką ilością wielkich kolorowych donic z obficie kwitnącymi pelargoniami, lawendą, ogromnymi agawami, aloesami, pnączami i ziołami, jak Grecja. Wynika to niewątpliwie z łatwiejszego utrzymania wilgoci.
Kwiaty w donicach stoją na chodnikach, ozdabiają podwórka i balkony pnąc się po ścianach. I tak pięknie pachną w rozgrzanym słońcem powietrzu…
Można tutaj zaobserwować mnóstwo gatunków motyli, modliszki, różnego rodzaju latające stworzonka – jedne dziwne, inne mniej. Ten piękny motyl to paź żeglarz, znany też jako witeź żeglarz lub żeglarek – gatunek motyla dziennego z rodziny paziowatych.
Jego łacińska nazwa gatunkowa pochodzi od postaci z mitologii greckiej: Ifiklesa i Podalejriosa. Jest dość powszechny w greckim krajobrazie, zwłaszcza tutaj, w miejscach nasłonecznionych skalistych zboczy kotliny górskiej. Występuje również w Polsce, ale jest bardzo rzadko spotykany, dlatego obejmuje go ochrona gatunkowa.
Główna ulica miasteczka prowadzi oczywiście nad morze będące najważniejszym powodem przyjazdu tysięcy turystów. Przy samym jej końcu, w „pięknych okolicznościach przyrody”, jawi nam się hotel AQUA ROSA. Ten trzygwiazdkowy aparthotel oferuje samodzielne apartamenty z aneksami kuchennymi i łazienkami. Istnieje możliwość wyboru ofert, z bardzo często dostępną opcją all inclusive, zapewniającą wygodę. Głównym plusem hotelu jest jego lokalizacja w odległości paru metrów od fal Morza Egejskiego.
Pierwszym, co po wejściu na teren hotelowy tak bardzo zachwyca, jest ogrom bujnej zieloności w postaci palm, bananowców i dorodnych krzewów hortensji. Cała ta roślinność wymaga nie tylko dużej ilości wody i żyznego podłoża, ale i systematycznej dbałości o nią.
Aqua Rosa to zabytkowy hotel, wybudowany prawdopodobnie w 1922 roku, gdzie prawie wszystkie pokoje są z widokiem na morze. Właścicielem obiektu jest Adonis Beinas, często określany przez gości po prostu jako Adonis.
Rosnące tu wiekowe drzewa zapewniają tak bardzo potrzebny cień i stanowią naturalne zadaszenie tarasu restauracyjnego. Nie wszędzie mamy możliwość spożywania posiłków pod olbrzymimi platanami czy degustacji wina śledząc fale rozbijające się na kamienistej plaży…
Aqua Rosa jest hotelem w typowym stylu greckim i utrzymanym w tradycyjnych greckich kolorach. Te kolory to przede wszystkim połączenie bieli i błękitu(kobaltu), które symbolizują morze, niebo oraz pianę morską, a także brązy, beże, szarości, odcienie oliwkowe (zielenie), będące barwami ziemi i natury.
Obiekt jest podzielony na dwie strefy – restaurację z tarasem oraz zewnętrzny bar BLUEBAR. Ten bar pod chmurką (a właściwie pod drzewami), z naturalną klimą w postaci morskiej bryzy, jest bardzo popularnym miejscem spotkań i relaksu, odwiedzanym nie tylko przez hotelowych gości, ale i przez innych turystów spędzających wakacje w tej malowniczej miejscowości.
Dla tych, którzy wolą kąpiel w słodkiej wodzie, jest również kameralny basen z widokiem na morze. Zdjęcia te robiłam rankiem, tuż przed wiszącą nad nami burzą, więc chętnych na wczesne śniadanie lub porannego drinka raczej nie było…
Aqua Rosa to hotel o dwóch skrajnie różnych opiniach. Z tego co udało mi się wywnioskować, na przyjazd tutaj z opcją all inclusive powinni decydować się ludzie świadomi ograniczeń trzygwiazdkowego hotelu i niewygórowanej ceny oferty. Raczej nie można oczekiwać urozmaiconych posiłków, usłużnej obsługi czy pokoi o wysokim standardzie. Opcja ta jednak zapewnia wygodę i spokój bez konieczności szukania restauracji i planowania posiłków. Dzieci mają stały dostęp do przekąsek i napojów a rodzice – spokój. Zaletą jest również to, że z góry zna się koszt wakacji, co eliminuje codzienne stałe wydatki. Minusem – jesteśmy pozbawieni możliwości wyboru dań.
Wybierającym się tutaj rodzinom z małymi dziećmi sugeruję apartamenty z dala od tarasów, ze względu na organizowane w weekendy koncerty kończące się w późnych godzinach nocnych. Miejsce to polecam osobom chcącym uciec od miejskiego zgiełku, piętrowych hoteli, betonów i placów z kostki, tłumu ludzi i natarczywych zachęt do wszelkiego rodzaju rozrywek.
Plaża przy hotelu jest bardzo wąska i kamienista. Kamienie nie są ostre, raczej płaskie, ale nie zachęcają do dalekich spacerów jak nad naszym Bałtykiem. Za tarasem barowym z basenem, na plażowiczów czekają różnego rodzaju leżaki plażowe dostępne dla wszystkich pod warunkiem, że zamówi się przynajmniej napój.
W tym regionie Grecji najcieplejsze miesiące to lipiec i sierpień, czyli właśnie czas moich „małych greckich wakacji”. Średnie temperatury wynoszą wtedy ok. 30-35°C w ciągu dnia, choć w wyjątkowo upalny okres termometry mogą wskazywać nawet ok. 40°C. Opady deszczu w tym okresie praktycznie nie występują. Mieszczą się w minimalnym przedziale 3-5%, i myśmy się dokładnie w ten przedział wstrzelili… 🙂
I choć deszcz latem w Grecji może stanowić niezwykle przyjemną atrakcję, to wraz z pierwszymi kroplami narastała w nas potrzeba szybkiej ewakuacji do Kalypso…
Ulewa granicząca z oberwaniem chmury, była dość krótka ale bardzo złagodziła odczuwanie upału. Trwała tyle co czas na kawę z kafejki właściciela Kalypso i tutejsze bardzo słodkie ciasteczka z piekarni…
Prawie wszystkie ciastka w Grecji ociekają syropem. Wydaje mi się, że każde ciastko zanurzone w syropie jest baklawą.
Baklawa pochodzi z obszarów dawnego Imperium Osmańskiego, a za jej kolebkę uznaje się kuchnię turecką. O prawo do jej pochodzenia spierają się i Grecy i Turcy. Turecka baklawa często bazuje na pistacjach, podczas gdy grecka częściej wykorzystuje orzechy włoskie, cynamon i miód. Ciasto przygotowywane jest z warstw cieniutkiego ciasta filo, przekładane mieszaniną posiekanych orzechów lub migdałów (często z dodatkiem cynamonu i goździków), pieczone a następnie nasączane słodkim syropem i posypywane pokruszonymi pistacjami. Jest jeszcze jedno ciasto – kadaifi – zrobione z ciasta filo w postaci nitek niczym „włosy anielskie”. Zawiera w sobie moc bakalii: migdały, orzechy, rodzynki, a po upieczeniu również zatapia się je w słodkim syropie. Charakterystyczna słodycz tych ciast jest oszałamiająca lecz nie polecam ich diabetykom i osobom odchudzającym się. 😉
Dziś nie musimy wyjeżdżać z kraju, by spróbować jak smakują te delicje. Można je kupić w sklepach sieci Lidl, Biedronka, Carrefour, Auchan czy przez sklepy internetowe. Ale nigdy nie będą smakować tak jak tutaj, pod błękitnym greckim niebem…
Ulewa poza doznaniami czysto estetycznymi przyniosła także pewne orzeźwienie. Fakt ten oraz energia ze spożytych słodkości ułatwił decyzję o podjęciu wyprawy na plażę w miejscowości Koutsoupia, znajdująca się około 3 km od Kokkino. Skutki ulewy szybko stały się widoczne tylko w postaci rozległych kałuż momentalnie parujących w promieniach greckiego słońca.
Na skraju Kokkino, przy ulicy dojazdowej do centrum już z daleka swoją nieskazitelną bielą przyciąga wzrok skupisko małych, prawie jednakowych, piętrowych domków. To nowoczesne osiedle domów na sprzedaż.
Sprzedażą ich zajmuje się agencja nieruchomości Novvesto Real Estate. Domki te, to maisonette (mezonety) – dwupoziomowe mieszkania z wewnętrznymi schodami i osobnym wejściem z zewnątrz. Gdyby ktoś był zainteresowany, to według aktualnych danych z marca/kwietnia 2026 roku, agencja oferuje m.in. maisonette o powierzchni 98 m² z 3 sypialniami i 2 łazienkami oraz inne nieruchomości o powierzchni około 91 m², z cenami zaczynającymi się od ok. 199 000 euro.
Może kiedyś (czytaj: w innym życiu), gdy znudzą mi się polskie zimy, zwłaszcza te bez śniegu, skontaktuję się z tą agencją?
Wybrzeże w okolicy Kokkino Nero ma wiele do zaoferowania. W zależności od upodobań turyści mogą wybrać bardziej kamienisty fragment wybrzeża (jak plaże w samym Kokkino), lub piaszczysto-żwirowy, jak ten w Koutsoupii, do którego właśnie zmierzamy.
Wszystkie lokacje łączą bajeczne wody Morza Egejskiego i malownicze otoczenie gór porośniętych lasami piniowymi.
Koutsoupia (nazwa spolszczona: Kutsupia), to wbrew informacjom z niektórych biur turystycznych – nie dzielnica Kokkino Nero, a mała wioska granicząca z Kokkino Nero, oddalona o jakieś 2,5 km w kierunku południowym.
Główną zabudowę stanowią domy sezonowe Greków, dacze oraz apartamenty wakacyjne. Wioska jest bardzo kameralna – próżno szukać tu dużych supermarketów czy centrum rozrywkowego, ale są małe sklepiki.
Niektóre z tych mieszkań też są na sprzedaż. Bezpośrednio pod ich oknami przebiega główna ulica prowadząca przez wybrzeże, a potem już tylko plaża i morze.
Plaża główna, na którą wchodzi się od strony Kokkino Nero, jest plażą szeroką i piaszczystą (lub piaszczysto-żwirową, a to zależy od „kaprysu” morza). Znajdują się tutaj 3 beach bary. Dalej plaża pozornie już się kończy, zaczynają się duże kamienie i dochodzi się do cypla. To jednak nie jej koniec, bowiem idąc jeszcze dalej, rozpoczyna się kolejna część zatoczki i nowa bardzo długa plaża, choć dość odmienna od tej głównej. Jest dużo większa i w całości żwirowa. Kończy się małym porcikiem rybackim, w którym stacjonują kutry, łodzie i motorówki miejscowych rybaków. Odrzucamy jednak pomysł poznawania jej na rzecz kawy i piwa.
W pierwszym od końca barze plażowym Pareo Beach Bar ciągle widać ślady ulewy. Mokry piasek, mokre podesty, mokre trzcinowe poszarpane zadaszenia i parasole. Ulewa musiała trwać tutaj dłużej. Na leżakach kilkoro plażowiczów, ale obsługi ani śladu.
Wizja kawy i piwa rozwiewa się. Ale obok jest Beach Bar Mare…
Tutaj zniszczenia nie są tak oczywiste, ale też coś pusto…
Wracamy do Αιώρα Beach Bar, pierwszego lokalu przy wjeździe do Koutsoupii. Obsługa usuwa foliowe worki zabezpieczające krzesła, wyciera stoły…
Całość obiektu składa się części plażowej z leżakami, tarasu z platanem obudowanym zadaszeniem oplecionym winogronami i kawiarni.
„Αιώρα” znaczy hamak. I rzeczywiście, przed wejściem wyeksponowany jest duży hamak stojący na zielonej (niestety sztucznej) trawie, obok sterty kamieni. A wszystko to mieści się w kamiennej łodzi. Bardzo dobre logo dla tego miejsca…
Tu też jesteśmy sami, oczywiście poza obsługą i prawdopodobnie właścicielem liczący coś na kalkulatorze. Może straty spowodowane ulewą? Zmęczeni, prosimy o kawę frappe i greckie piwo.
Zamówienie uzupełnia jak zwykle darmowa zimna woda.
W Koutsoupii (Kutsupii) nie ma niczego szczególnego jeżeli chodzi o atrakcje czy zabytki. Tutaj największą atrakcją jest plaża, morze i święty spokój. Ale jest też miejsce sakralne.
Warto iść na pobliskie wzgórze i zobaczyć grecki kościół prawosławny Saint Irene, typowy dla greckiej prowincji. Jest to również punkt widokowy na okolicę. Kiedy kończy się msza w obrządku prawosławnym, wtedy przez chwilę cerkiew jest jeszcze otwarta. Można wtedy spokojnie obejrzeć jej wnętrze z pięknym ikonostasem czyli ozdobną ścianę pokrytą ikonami, oddzielającą nawę (miejsce dla wiernych) od prezbiterium (sanktuarium z ołtarzem).
Droga powrotna wydaje się dużo łatwiejsza gdyż w powietrzu nie ma już poprzedniej wilgoci. A poza tym zbliża się pora polskiego późnego obiadu lub greckiej wczesnej kolacji…
Bardzo ważnym elementem kultury danego kraju jest jego kuchnia, dlatego podczas pobytu w Grecji, warto spróbować regionalnych specjałów.
Turyści przybywający do Kokkino Nero właściwie nie mają możliwości zakupienia wcześniej opcji wyżywienia, ale w tej małej miejscowości nie ma to większego sensu. Jest tu bowiem kilka miejsc, w których trzeba spróbować prostej i smacznej kuchni śródziemnomorskiej.
Śniadania można zorganizować sobie samemu robiąc zakupy w sklepach i korzystając z aneksu kuchennego, a później delektować się przysmakami i atmosferą miejscowych tawern. Uważam, iż jest to najlepsze rozwiązanie.
Podoba mi się, że mimo dużej ilości przyjezdnych z Polski, Grecy nie zdecydowali się na serwowanie jakichkolwiek polskich przysmaków i można zjeść tylko i wyłącznie dania kuchni greckiej. Za to menu jest w języku polskim a sami Grecy znają podstawowe polskie wyrażenia. Zdarza się, że obsługa sezonowo to także Polacy, więc z wyborem dania nie będzie problemu.
W Kokkino jest kilka tawern, więc jest z czego wybierać. Osobiście polecam miejsce TAWERNA MARIA. Panuje tu przyjazna atmosfera a właściciel Angelopoulos Thomas (Grek o pięknych oczach) traktuje wszystkich jak dawno nie widzianą rodzinę, zapewniając klimat sprzyjający relaksowi i pozytywnym relacjom.
Małe smażone rybki w Grecji to kultowa przekąska (meze), która często pojawia się na stole obok sałatki greckiej. To gavros (sardele) lub marides (aterynki). Rybki są smażone w całości na głębokim oleju po obtoczeniu w mące, aż staną się bardzo chrupiące. Podaje się je gorące, zazwyczaj skropione świeżą cytryną, w towarzystwie frytek lub chleba, bowiem Grecy to jeszcze więksi chlebożercy niż Polacy. Do tego wino lub ouzo.Danie jest tanie i dostępne niemal w każdej greckiej tawernie.
Powyżej widać klasyczną sałatkę grecką (horiatiki) – mieszankę pomidorów, ogórków, cebuli, papryki, oliwek i fety. Sałatka znana w Polsce, tutaj smakuje zupełnie inaczej dzięki doskonałym, prawdziwym składnikom. Obok pieczone krewetki i rukola z sosem.
Kuchnia grecka to filar diety śródziemnomorskiej, bazujący na oliwie, warzywach, serze feta i grillowanym mięsie. Wśród potraw które koniecznie trzeba skosztować, znajduje się: moussaka – zapiekanka warstwowa z bakłażanem, plastrami ziemniaków, mięsem mielonym i sosem beszamelowym, saganaki – smażony ser (np. feta lub halloumi) podawany z cytryną, souvlaki – grillowane kawałki mięsa na patyku (wieprzowina, kurczak), podawane z pitą, gyros – mięso pieczone na rożnie, serwowane w picie z warzywami i frytkami, pastitsio – zapiekanka makaronowa z mielonym mięsem i beszamelem, kleftiko – jagnięcina pieczona w pergaminie z ziołami i czosnkiem, gemista – warzywa (pomidory, papryki) faszerowane ryżem i ziołami, dolmades – liście winogron faszerowane ryżem z ziołami oraz tzatziki czyli gęsty jogurt z czosnkiem, ogórkiem i oliwą.
Smacznie można zjeść w TAVERNA O FANIS u Stephanosa Tsalabourasa. A ta informacja (nawet po polsku), że za każde wydane 15 euro możemy dostać 0,5 litra wina gratis, to całkiem dobry deal! 🙂
Nie wiem czemu w Grecji frytki zrobiły tak zawrotną karierę. Rozumiem, że znajdują się w niektórych potrawach typu souvlaki me pita, ale żeby jeść je do wszystkiego i z wszystkim? Mam wrażenie, że trudno znaleźć grecki stół, na którym nie znalazłby się talerz z frytkami i że Grecja wprost frytkami stoi. Podstawą smażenia, nadającą im charakterystyczny smak, jest oliwa z oliwek. Wbrew obiegowym opiniom jest bezpieczna i stabilna w obróbce termicznej, ponieważ jej punkt dymienia przewyższa standardowe temperatury smażenia (160–190°C).
Grecja jest niezwykle bogata w naturalne źródła wód termalnych, rozsiane po całym kraju i niezwykle cenione za lecznicze właściwości. Występują również siarkowe źródła termalne czy wręcz źródła termalne radioaktywne. Oprócz tych ciepłych występują również źródła wód mineralnych, ogólnie leczniczych. Kokkino Nero również może się poszczycić swoimi źródłami.
Jest znane ze źródeł wody żelazistej (szczawy żelazistej). Nazwa miejscowości dosłownie oznacza „Czerwona Woda”, co wynika z intensywnego utleniania żelaza w wodzie, nadając jej i okolicznym skałom rdzawo-czerwony kolor. Źródełka znajdują się głównie w lesie, w górnej części miejscowości. Przy obwodnicy Kokkino Nero jest zejście na mały parking. Parę kroków dalej ukazują się wygodne schody w dół wąwozu prowadzące do OKA ZEUSA. To miejsce które koniecznie należy odwiedzić.
Polecam jako obowiązkowy przystanek nie tylko dla fanów mitologii, ale i dla tych, którzy chcą poczuć magię greckiej przyrody. To bardzo piękne przyrodniczo miejsce z rzadko spotykaną roślinnością i z ciekawie ukształtowanym korytem żelazistego strumienia.
Najbardziej czarowne jest wtedy, gdy jesteśmy tu sami…
Źródełko Oko Zeusa stanowi niewielkie, walcowate jak studzienka zagłębienie w ogromnych skalnych głazach stanowiących dno rzecznego wąwozu. Nie jest głębokie i można do niego wejść. Jedynak trzeba się wykazać nie lada odwagą, bowiem źródlana woda nawet w upalny dzień jest lodowata. Śmiałkowie, którzy się tu zapuszczają, są w stanie wytrzymać w niej zaledwie parę minut.
Całość swym kształtem przypomina ogromne oko patrzące swą intensywnie szmaragdową źrenicą prosto w niebo. Według lokalnych opowieści, źródła te są darem bogini Gai, która jako opiekunka ziemi i wszelkiego życia, pragnęła stworzyć miejsce, w którym natura mogłaby wspierać ludzi w powrocie do zdrowia. Legendy mówią, że woda wytryskująca z tych źródeł posiada nie tylko lecznicze właściwości fizyczne, ale też magiczną moc przywracania spokoju i harmonii duchowej. Podobno dawno temu podróżnicy, którzy pili z tych źródeł, doznawali cudownych ozdrowień i odnajdywali siły do dalszej drogi. Odtąd czerwony kolor osadów na skałach ma być symbolem energii i życiodajnej mocy natury.
Pomimo rudego koloru skał po których płynie woda, kamyki w studzience są czyste i mają głęboki, nasycony odcień zieleni z chłodną domieszką błękitu. Ciekawe zjawisko, godne polecenia badaczom kamieni i właściwościom źródlanej wody. Woda wydostająca się ze źródła łączy się ze strumieniem, zasilając go.
Przy wjeździe do samej miejscowości naszym oczom ukazuje się SPA Czerwona Woda. Tak szumnie nazywa się to miejsce dostępne cały rok (i zupełnie za darmo!). Składa się z odrębnych miejsc dostosowanych do trzech rodzajów terapii: żywieniowej, kąpielowej i błotnej. Informuje nas o tym tablica na ścianie niewielkiego budynku.
Pierwsza z nich, terapia żywieniowa to kuracja pitna, często określana jako krenoterapia. Jest jedną z najstarszych form leczenia, która wykorzystuje naturalne wody do wspomagania funkcjonowania organizmu od wewnątrz. Polecana jest w przypadku chorób układu moczowego, pokarmowego i niedokrwistości z niedoboru żelaza. Maksymalna zalecana ilość wody do spożycia w 24 godzinach to nie więcej niż 1-2 litry dziennie przez okres jednego miesiąca. Niestety, jest to nierealne u kuracjuszy przebywających tutaj na wczasach kilku- lub kilkunastodniowych.
Wodę leczniczą można czerpać wprost ze skały z obudowanego niczym kapliczka kranu lub właśnie z tego małego budyneczku, gdzie wypływa nieustannie z rury w kamiennej ścianie.
Drugie ujęcie jest w małym domku. Tu woda wypływa nieustannie z rury w ścianie, barwiąc ją na czerwono i zielono. Kolor rdzawy jak już wcześniej pisałam pochodzi od wysokiego stężenia żelaza, natomiast kolor zielony to efekt przepływania wody przez miedzianą rurę. Rozpuszczone metale (żelazo i miedź), w kontakcie z powietrzem utleniają się tworząc na kamieniach przepiękne kolory.
W Polsce też mamy źródła wód żelazistych a główne obszary ich występowania to przede wszystkim Ustroń (Beskid Śląski), Muszyna i okolice (Beskid Sądecki), Łopata Polska (k. Muszyny), Inowłódz (nad Pilicą), Złoty Potok (Sudety) oraz Nałęczów (Wyżyna Lubelska). Nie mają one jednak tak wysokiego stężenia żelaza, jak te w okolicach Kokkino Nero.
Terapia kąpielowa polecana jest w chorobach reumatycznych, rwie kulszowej oraz chorobach układu nerwowo-naczyniowego. Jeżeli nie lubimy bliskiego kontaktu z innymi kuracjuszami, możemy skorzystać z naturalnej żelazistej kaskady wypływającej z muru oporowego przy ulicy.
Najbardziej spektakularne są jednak kamienne zbiorniki do terapii kąpielowej. Jest ich cztery, a woda w każdym z nich inaczej się zachowuje. W pierwszym, przy samym murze graniczącym z ulicą, bije źródło z mocą niezłych dysz na basenie. Masaż jest porównywalny z klasyczną formą masażu wodnego, z jedyną różnicą – woda w zbiorniku jest niezwykle zimna! Niska temperatura powoduje kurczenie się naczyń krwionośnych, a następnie ich rozszerzenie, co usprawnia krążenie, zmniejsza obrzęki i uśmierza ból. Przyjemna jest woda w zbiorniku trzecim, przypominająca trochę bardzo delikatną kąpiel perełkową. A to wszystko dzieje się w szczawie żelazistej, wodzie zawierającej znaczne ilości związków żelaza oraz naturalnie nasyconej CO2, co nadaje jej musujący charakter. Według zaleceń z tablicy informacyjnej należy unikać nadmiernej ekspozycji na CO2, mogącego spowodować bóle głowy, znużenie i dekoncentrację.
Trzecia i ostatnia terapia to kąpiele błotne w specjalnym zbiorniku z glinką żelazistą lub jak kto woli rdzą w płynie. Kąpiele w błocie mają właściwości detoksykujące i relaksujące, a ich regularne stosowanie może przynieść ulgę w bólach mięśniowych oraz poprawić krążenie i ukrwienie skóry. Taka glinka doskonale sprawdza się w pielęgnacji cery wrażliwej, naczynkowej oraz trądzikowej. Niestety, akurat tej glinki nie polecam na twarz tylko na ciało. Po wyschnięciu można ją zmyć pod znajdującym się obok prysznicem.
Nieopodal znajduje się kawiarnio-tawerna „Źródło”, gdzie po kąpielach można wypić frappę i popatrzeć tym razem z góry na niezwykłość tego miejsca.
Woda wypływająca ze zbiorników łączy się z niewielkim strumieniem i płynie wzdłuż miasteczka. Jeżeli po drodze nie wyschnie zupełnie (a zdarza się to przy dużych upałach), wpływa do morza zostawiając na kamienistym nabrzeżu nikły, czerwonawy osad.
I tak, meandrując z nurtem potoku pomiędzy tutejszymi drzewami i krzewami, dochodzimy (dopływamy?) do miejsca upamiętnionego w 2024 roku taką oto artystyczną instalacją:
Domyślam się, że chodziło tutaj o wyraźne zaznaczenie miejsca gdzie Kokkino Nero (Czerwona Woda) jest obejmowana i zawłaszczana przez błękitne wody Aigaío Pélagos (Morza Egejskiego). Rdzawy kolor kamieni i piachu nawet w największe upały nie pozwala zapomnieć, że w okresie zimowym spływają tutaj czerwone wody potoku.
Za instalacją, wzdłuż wybrzeża ciągnie się niewielka promenada z tawernami i sklepem. Można tutaj kupić niezbędne (i zbędne) rzeczy na plażę lub upominki. Tak się teraz na świecie porobiło, że w większości to Made in China 🙁
Można także smacznie zjeść…
Za promenadą ulica skręca w prawo a nadbrzeże przechodzi w cypel z olbrzymich głazów oddzielający plażę główną – kamienistą, od tej piaszczysto-żwirowej.
Osobiście nie jestem wielbicielką leżenia plackiem i roztapiania się w promieniach gorącego słońca, lecz miłośniczką długich spacerów po mokrym piasku wzdłuż linii fal. Tutaj, w Kokkino, odczułam pewien zawód, bo chodzić bez obuwia nie sposób a i to pod groźbą skręcenia kostki. Kąpać się też trzeba w specjalnych butach z uwagi na jeżowce żyjące między kamieniami. Za to woda jest tak przezroczysta, że trudno ocenić jaj głębokość.
Za cyplem plaża staje się bardziej przyjazna dla spacerów wzdłuż linii gdzie dobiegają fale, bo potem zamienia się w ciemny, dość ostry żwirek. Można jednak rozłożyć ręczniki lub skorzystać z leżaków z pobliskiego baru. Wtedy należy coś zamówić u kelnera kręcącego się wśród parasoli. Do jedzenia lub do picia. Mile widziane jedno i drugie 😉
Zamówiliśmy greckie anchois (sardele) o niezwykle intensywnym smaku, z czosnkowymi grzankami i cacykami a do tego ouzo. W Grecji picie ouzo jest niemal świętym rytuałem. Symbolizuje relaks i odpoczynek w miłym towarzystwie.
Ouzo to tradycyjny grecki napój alkoholowy o smaku anyżowym, przypominający nieco polską „anyżówkę”, ale o bardziej złożonym charakterze. Jest to mocny aperitif, zazwyczaj destylowany z wytłoków winogron i dopiero wtedy aromatyzowany anyżem. Klasycznie podaje się je schłodzone, z wodą lub lodem, co powoduje charakterystyczne mętnienie i białe zabarwienie płynu, znane jako „efekt ouzo”. Czas owiewany ciepłym wiatrem i kołysany szumem fal mija zadziwiająco szybko…
Wieczorami, kiedy upał zelżeje, warto powrócić na skarpę z małymi tawernami, których stoliki znajdują się dosłownie 2 metry od brzegu. Bo wieczorem to samo miejsce ma zupełnie inny urok.
Trzeba choć jeden raz przyjść tutaj na wino czy kolację i delektować się nie tylko zachodzącym słońcem…
Jest tu jeszcze coś szczególnie klimatycznego, związanego z tym krajem, morzem i plażą – odbywają się tu spontaniczne koncerty, kończące się wspólnymi śpiewami a nawet tańcami.
Bo dla Greków muzyka jest jednym z najważniejszych aspektów życia. Towarzyszy im wszędzie, pochodzi prosto z serca, a teksty poruszają najbardziej wrażliwe, głębokie struny.
Oczywiście nie może zabraknąć najbardziej znanego na świecie greckiego utworu Sirtaki. To taniec pseudoludowy, stworzony w 1964 na potrzeby filmu „Grek Zorba”. Taniec nazywany jest też tańcem Zorby lub po prostu Zorbą, a klimatem i choreografią zbliżony jest do autentycznych greckich tańców ludowych.
Można też usłyszeć piękną bossa novę „Manhã de Carnaval” (Karnawałowy poranek), która również jest znana na całym świecie. Utwór skomponowano na potrzeby filmu „Czarny Orfeusz” z 1959 roku, będącego adaptacją greckiego mitu o Orfeuszu i Eurydyce, osadzoną w realiach karnawału w Rio de Janeiro.
W weekendy koncerty odbywają się w hotelu Aqua Rosa. Tam też trzeba pójść i zobaczyć jak pod zielonym dachem z liści wiekowych platanów bawią się Grecy. Po obfitej kolacji suto zakrapianej winem, oddają się spontanicznym śpiewom i tańcom. W Grecji możemy napotkać wiele tradycyjnych tańców, takich jak syrtos, kalamatianos i hasapiko. Każdy z nich odzwierciedla lokalne zwyczaje i historię, będąc jednocześnie formą artystycznego wyrazu. Ale my, Polacy wyrwani ze snu i zapytani o najpopularniejszy taniec grecki, bez wahania odpowiemy: zorba!
Tańce są obecne w codziennym życiu tawern. I wierzcie mi – Grecy potrafią się bawić. Bez skrępowania, ni stąd ni zowąd, łączą się w kółka i tańczą spontanicznie Zorbę. Można też się do nich dołączyć, bo kroki Zorby łapie się w mig. Mimo, że taniec powstał dla filmu, to zyskał miejsce wśród najcenniejszych greckich form wyrazu kulturowego. Sirtaki pokazuje, jak nowe tradycje mogą szybko stać się skarbami kultury nie potrzebującymi starożytnych korzeni.
Grek tańczy gdy coś go boli, smuci, gdy przepełniają go emocje raz kiedy jest szczęśliwy. Taniec pozwala wytańczyć wszystko, co mu w duszy gra i co uwiera. Gdy tańczony jest przez jedna osobę, to uczestnicy ustawiają się w kole i obserwują tancerza klaszcząc w rytm muzyki. Tak naprawdę tancerz nie potrzebuje widowni bo tańczy dla siebie i by wyrazić siebie, zatracić się w muzyce i emocjach. Zakłócenie tańca lub rozpoczęcie go przez inną osobę w tym samym czasie jest odbierane jako brak szacunku do tańczącego, a nawet jako zniewaga.
W minionym stuleciu taki taniec był na tyle ważny dla Greków, że próby znieważenia często kończyły się walkami. W dzisiejszych czasach dalej służy wyrażeniu emocji, lecz przybrał formę bardziej pokazową i z powodzeniem jest tańczony też przez kobiety, które wreszcie mogą wejść na scenę i wytańczyć coś ważnego dla siebie lub dla innej osoby – całą swoją historię, wszystko, co ją boli, emocje, które nią targają, smutek, żal lub przeciwnie – radość lub miłość.
Taniec jednoczy wszystkich w chwilach radości i świętowania niezależnie od wieku i pochodzenia.
Śpiewy, tańce i głośne rozmowy trwają do późnych godzin nocnych. Potem, jedni mogą pospać aż do południa, dla innych (z uwagi na różnie kończące się turnusy), mogą to być ostatnie minuty pobytu tutaj.
Jak twierdzi moja młodsza córka z zięciem, poznając Kokkino Nero można tę miejscowość albo znielubić, albo zakochać się w niej i ciągle tu wracać. Oni rokrocznie wracają. A ja???