Pamiętajmy póki jest na to pora. Po niewczasie, obudźmy chociaż wspomnienia.

Dzisiejszy wpis jest przepełniony poezją, dedykowaną drugiej najważniejszej osobie w naszym życiu – OJCU.

Każdy ojciec był kiedyś czyimś synem. Każdy syn prawdopodobnie będzie kiedyś czyimś ojcem. Kim my w tej chwili jesteśmy-ojcem, czy też  synem/córką ojca?

Zbyt mało rozmawiamy z naszymi rodzicami, kiedy chcą nas słuchać. Gdy odejdą, zostajemy z wyrzutami sumienia.

Jan Brzechwa  “Ojciec

Nieżywe, smutne słowa: “Mały Jaś”,
Mów do mnie znów jak dawniej. Światło zgaś,

Chcę z tobą być jak dawniej sam na sam,
By dobrze, tak jak dawniej, było nam.

Przy tobie, tak jak dawniej, siądę tuż
I będę aż do świtu milczał już;

I tylko będę słuchał twoich słów,
A ty znów, tak jak dawniej, do mnie mów.

Ja wiem, jak ci jest trudno przemóc grób,
Lecz zrób to, jeśli możesz, dla mnie zrób…

Tu nic się nie zmieniło, tylko – czas…
Przyjdź do mnie nie na długo, chociaż raz,

I powiedz, tak jak dawniej: “Mały Jaś”,
Obejmij tak jak dawniej, lampę zgaś,

Do siebie na kolana znów mnie weź
I siwe moje włosy dłonią pieść.

Wiersz ten we wzruszający sposób ukazuje tęsknotę autora za nieżyjącym już ojcem. Prostymi ale pięknymi słowami Poeta mówi o pragnieniu, aby ojciec wziął go jeszcze raz na kolana i pogłaskał po głowie. Mimo, że nie jest to już głowa “Małego Jasia”, tylko dojrzałego, posiwiałego mężczyzny, to nadal potrzebuje on tych samych uczuć, co dawniej „Mały Jaś”. Ale pragnienia pozostaną tylko pragnieniami, bo pewnych rzeczy nie da się już odwrócić.

A teraz następne dwa bardzo osobiste wiersze o Ojcu. Tym razem Zbigniewa Herberta

Zbigniew Herbert – Rozmyślania o Ojcu. Czyta sam autor.

Zbigniew Herbert – „Rozmyślania o ojcu”

Jego groźna twarz w chmurze nad wodami dzieciństwa
(tak rzadko trzymał w ręku moja ciepłą głowę)
podany do wierzenia win nie przebaczający
karczował bowiem lasy i prostował ścieżki
wysoko niósł latarnię gdy weszliśmy w noc

myślałem że usiądę po jego prawicy
i rozdzielać będziemy światło od ciemności
i sądzić naszych żywych
— stało się inaczej

tron jego wiózł na wózku sprzedawca starzyzny
i hipoteczny wyciąg mapę naszych włości

urodził się po raz drugi drobny bardzo kruchy
o skórze przeźroczystej chrząstkach bardzo nikłych
pomniejszał swoje ciało abym mógł je przyjąć

w nieważnym miejscu jest cień pod kamieniem

on sam rośnie we mnie jemy nasze klęski
wybuchamy śmiechem
gdy mówią jak mało trzeba
aby się pojednać

To bardzo piękny i smutny wiersz. Herbert po latach wspomina z nostalgią szczęśliwe chwile, które spędzili razem z ojcem  .

Zbigniew Herbert – „Mój ojciec”

Mój ojciec bardzo lubił France’a
i palił Przedni Macedoński
w niebieskich chmurach aromatu
smakował uśmiech w wargach wąskich
i wtedy w tych odległych czasach
gdy pochylony siedział z książką
mówiłem: ojciec jest Sindbadem
i jest mu z nami czasem gorzko

przeto odjeżdżał Na dywanie
na czterech wiatrach Po atlasach
biegliśmy za nim zatroskani
a on się gubił W końcu wracał
zdejmował zapach kładł pantofle
znów chrobot kluczy po kieszeniach
i dni jak krople ciężkie krople
i czas przemija lecz nie zmienia

na święta raz firanki zdjęto
przez szybę wyszedł i nie wrócił
nie wiem czy oczy przymknął z żalu
czy głowy ku nam nie odwrócił
raz w zagranicznych ilustracjach
widziałem jego fotografię
gubernatorem jest na wyspie
gdzie palmy są i liberalizm

Wiersz ten jest nostalgicznym spojrzeniem syna na ojca, który zmarł i jest w… raju ?

– “Przez szybę wyszedł i nie wrócił” ,

– “Gubernatorem jest na wyspie, gdzie palmy są i liberalizm”.

Całość jest pisana jak gdyby był to opis z perspektywy dziecka. Być może tak właśnie czuł się Herbert po odejściu ojca.

I jeszcze jeden Ryszarda Mierzejewskiego z pełnymi tkliwości słowami na samym końcu…

Ryszard Mierzejewski: „Ja też miałem ojca”

Zawsze budził respekt krzyczał
rozkazywał
rozliczał z powierzonych zadań i obowiązków
nawet z powinności i uczuć
żył w moim strachu tam się czuł najlepiej
tam było mu wygodnie
i do twarzy
surowej wymagającej bez cienia
empatii i miłości.

Sam bał się tylko śmierci uciekał od niej
w popłochu
przez całe życie gadał o niej nieustannie
ale tylko po to
abyśmy mu wmawiali że nigdy
nie umrze.

Żył długo i względnie spokojnie
po trudnym dzieciństwie koszmarze wojny
i nieudanym związku z kobietą
której nigdy nie kochał
ułożył sobie dalsze życie wygodnie
z moją matką
która nie umiała kochać
więc tylko go szanowała opiekowała się
prała gotowała sprzątała
a w przerwach między codziennymi
obowiązkami
urodziła jeszcze dwóch synów.

I nadszedł
ten dzień który miał przecież
nigdy nie nadejść
a jeśli już to
we śnie lub w nieświadomości
kiedy w jasności słonecznego poranka
wił się z bólu w ostatnich
konwulsjach
na zmiętym szpitalnym prześcieradle
mały bardzo słaby człowiek
nie miał nawet sił aby wymówić
to jedno
oczekiwane przez wszystkich
słowo
patrzył tylko błagalnie w oczy
i szukał
kochających go dłoni.

Żyłeś tylko w moim strachu
Ojcze
dzisiaj dopiero ułożyłeś się
wygodnie
w moim sercu i drzemiesz sobie
uśmiechając się łagodnie
jak zwykłeś to robić kiedyś po obiedzie
w naszym domu.

Daleka jestem od zamieszczania jakichkolwiek reklam na moim blogu. Jednakże ta niezwykle wzruszająca perełka, jest tego warta ze względu na zawarte w niej wartości emocjonalne.

Króciutka, bezsłowna opowieść kończy się hasłem, które stanowi motto dla całego dzisiejszego wpisu  –  „Oby nigdy nie zabrakło ci czasu, by okazać uczucia”.

Pamiętajmy póki jest na to pora. A po niewczasie, obudźmy chociaż wspomnienia

 

Dodaj komentarz